poniedziałek, 26 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 32

Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Huki z dołu stawały się coraz głośniejsze, aż w moim pokoju pojawił się Harry z Louisem.
-Co wy tu robicie? - przymrużyłam oczy.
-Przyszliśmy poćwiczyć. - Louis ściągnął swoją bluzę i rzucił ją na krzesło.
-Wpadłem na to, że może Lou nam zagra, będzie świetnie. - Harry podszedł, położył się obok mnie i objął.
-Masz racje. - wymusiłam uśmiech.
Pocałował mnie. I znowu przed oczami miałam tego chłopaka. Zrobiło mi się niedobrze. Położyłam ręce na jego torsie, lekko go odpychając i zwiększając przy tym dystans między nami.
-Coś nie tak? - spojrzał zmartwiony.
-Nie. - mruknęłam. - Trochę się źle czuję. Ale nie ma czasu do stracenia. Ty możesz już zacząć, a ja szybko wezmę prysznic i do was wracam. - szybko wstałam i zamknęłam się w łazience.
Zdecydowanie nie mogłam go oszukiwać całe życie, ale nie mogłam zrobić tego w tej chwili, on był taki szczęśliwy... Poza tym Louis był. Nie mogłabym...
Wszystko było już dość skomplikowane, a ja schrzaniłam po całości stwarzając sobie milion innych problemów.
Mniej więcej po czterdziestu minutach mogliśmy zacząć naszą próbę. Szło nam o wiele lepiej, niż poprzednio, plus Louis na fortepianie i było na prawdę dobrze. Współpraca z Harrym to dla mnie sama przyjemność, jego głos wywiercał mi dziurę w brzuchu, każdy dźwięk powodował uśmiech na mojej twarzy, lecz nie mogłam przestać myśleć o wczorajszej sytuacji.
Nie mogłam uwierzyć w to, jak szczeniacko i głupio się zachowałam. Na samą myśl, że Harry mógł całować się z jakąś inną dziewczyną, zazdrość mnie zżerała.
-Chyba jest już wystarczająco dobrze. - Lou wstał od fortepianu. - Jak na to, że ślub jutro to widzę, że jakoś specjalnie się nie szykujesz.
-Ona będzie się szykować dla mnie na potem. - zaśmiał się Harry i pocałował czule.
-Oh, błagam cię. - uderzyłam go w ramię.
-Musimy lecieć. Trzeba omówić parę spraw związanych z najbliższymi planami co do zespołu. - Hazza wstał i pociągnął mnie za sobą.
Musiałam mu powiedzieć, nie w tym momencie, ale musiałam. Im dłużej zwlekałam, tym bardziej oboje będziemy cierpieć.
-Widzimy się później? - spojrzałam na niego.
-Jesteś pewna, że wszystko okej? - położył dłoń na moim policzku.
-Trochę jestem poddenerwowana jutrzejszym występem. - skłamałam.
-Będę obok ciebie. Nie masz czym się stresować. - pocałował mnie w czubek głowy. - Jadą dziś po garnitury, tak dostaliśmy już zaproszenia od twojego taty, ja zostaję, będę czekał. - uśmiechnął się.
-Będę wieczorem. - lekko cmoknęłam go w usta i po chwili zostałam w pokoju sama.
Przez resztę dnia uczestniczyłam z Williamem i Mari w przygotowaniach do ślubu. Zanosiliśmy potrzebne rzeczy do restauracji taty, gdzie miało odbyć się wesele. Jakoś wyszło, że się rozdzieliliśmy i ja zostałam w lokalu i przygotowywałam wystrój, przez co miałam dużo czasu do myślenia, zdecydowanie za dużo.
Dzień się dłużył i dłużył, to przez to, że chciałam już mieć to z głowy, żeby Harry już wiedział, wybaczył mi po moich setnych przeprosinach i obietnicach, że już więcej nie wyjdę na żadną imprezę bez niego. Miałam nadzieję, że tak będzie.
W końcu nadszedł, chciany bądź niechciany wieczór. Powiedziałam tacie, że idę na spacer i to załatwiło sprawę.
Nogi się pode mną uginały, a żołądek miałam prawie w gardle. Bałam się okropnie, jak nigdy wcześniej. Nie byłam pewna jego reakcji, bo jeszcze w takiej sytuacji nie byliśmy.
Zaczęło być dobrze, to oczywiście musiałam spieprzyć sprawę. Wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju. Czułam się paskudnie.
Kiedy otworzył, od razu przywitał mnie pocałunkiem.
-Chodź. Pójdziemy na górę. - pociągnął mnie za rękę.
-Poczekaj. - stanęłam.
-Coś się stało? - spojrzał na mnie.
-Tak. - popatrzyłam na swoje buty. - Nie chcę o tym mówić, ale nie daję rady. Nie mogę cię okłamywać. To była pomyłka.
-Powiedz o co ci chodzi. - napięcie rosło w nim z sekundy na sekundę.
Wzięłam głęboki wdech, na chwilę uspokoiłam mocne drżenie rąk.
Teraz albo nigdy.
-Całowałam się z jakimś chłopakiem w klubie. - wydusiłam z siebie.
Patrzył na mnie zdezorientowany, stał w bezruchu coraz głośniej oddychając, po czym wywalił stół, wszystko z niego spadło na ziemię, kopnął w wazon, woda rozlała się po całej podłodze, a waza rozwaliła się na drobne kawałeczki.
Stałam jak słup soli, kompletnie nie wiedziałam co mam robić. Łzy cisnęły mi się do oczu, starałam się nie rozpłakać, ale nie dałam rady.
-Harry błagam... To tylko... - położyłam dłoń na jego ramieniu, ale szybko się odsunął.
-Co byś zrobiła na moim miejscu?! - nie odpowiedziałam. - Huh?! Więc przestań!
-Ale ja chcę być z tobą i tylko z tobą.
-Chciałaś tego?! - zbliżył się do mnie, na tyle, że stykaliśmy się czołami, a jego klatka piersiowa dotykała mojej, gdy brał oddech.
-Teraz oczywiście, że nie, wtedy po prostu nie myślałam.
-Chciałaś czy nie? - po każdym słowie zrobił krótką przerwę.
-Nie, nie wiem, nie pamiętam. - gubiłam się we własnych słowach, cała się trzęsłam. Popatrzył mi w oczy. - Nie, nie chciałam. - powiedziałam bardziej stanowczo, niż poprzednie zdania.
-Nie kłam! - obrócił się i stanął do mnie plecami
-Przepraszam, tak bardzo przepraszam. - powiedziałam łkając i go objęłam.
-Przestań. - wziął kurtkę i wyszedł trzaskając drzwiami.
Zostałam sama, w obu znaczeniach tego słowa.
Nie chciałam stać i płakać w jego domu.

Nie zasnęłam nawet na minutę, więc rano nie musiałam się budzić. Leżałam wyzwijana i nie miałam ochoty ruszyć nawet palcem.
Mari przyszła rano i przyniosła mi herbatę, ale udawałam, że spałam. Nie mogłam zachowywać się jakby świat przestał istnieć, ale chociaż na chwilkę potrzebowałam być sama.
Koło dziewiątej zwlekłam się z łóżka i z nadzieją, że będę sama w domu zeszłam do kuchni, a tam William rozmawiał sobie z Louisem. Jakby byli powietrzem, po prostu podeszłam do lodówki, wyciągnęłam sok i nalałam sobie do szklanki. Kiedy się odwróciłam, w pomieszczeniu został tylko Louis.
-Cześć. - mruknął kiedy usiadłam obok. - Też nie spałaś?
Tylko skinęłam głową. Nie wiedziałam do czego zmierza, ani czy wie, o tym co zrobiłam.
-Harry wrócił dość późno, pijany, zostałem z nim, żeby nie robił głupot. - ciągnął. - Czemu mi nie powiedziałaś?
Mówił z tak idealnym spokojem, że rozmowa z nim mnie nie przytłaczała, nawet o takiej sprawie. Rozumiał i nie chciał naskakiwać i mnie spłoszyć.
-Bałam się. - pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, ale od razu ją wytarłam. - Nie wiem co sobie myślałam. Nie wytrzymam bez niego. - wzięłam głęboki oddech. - Jest u siebie?
-Tak, ale odkąd się obudził nikogo nie wpuścił. Musi odetchnąć i pomyśleć. Nie zostawi cię, za bardzo mu na tobie zależy.
-Jeszcze dzisiaj ślub taty. - schowałam twarz w dłoniach.
-Harry dostał imienny zakaz zbliżania się do ciebie.
-I tak nie przyjdzie, on nie chce mnie widzieć i ja się mu nie dziwię.
-Nie martw się, przyjdzie i z tobą zaśpiewa. Twój ojciec wtedy na pewno zrozumie, że chcecie być razem i że nie jest w stanie ci tego zabronić.
-A co jeśli nie? - spojrzałam na niego.
-Przestań tak myśleć. Będzie i koniec. - przytulił mnie.

Potem już zostały ostatnie poprawki. Nie chciałam pomagać Melody, tym zajęła się jej siostra, a ja z Mari pojechałam do kościoła witać gości.
Większości nawet nie znałam, tata zaprosił chyba wszystkich policjantów z całego Londynu. Co jakiś czas pojawiała się znajoma twarz. Nawet nie wiedziałam, że mama przyjedzie, bardzo się ucieszyłam jak ją zobaczyłam, mimo naszych słabych relacji, stęskniłam się za nią.
Kościół był już prawie wypełniony po brzegi kiedy Melody przyjechała. Ciągle rozglądałam się za chłopakami, ale bez skutku.
Ceremonia się rozpoczęła, rozbrzmiały kościelne organy, a kiedy 'młoda' para była już przy ołtarzu, przemówił ksiądz. I wtedy się wyłączyłam. Aż wstyd przyznać, ale w ogóle nie potrafiłam się skoncentrować i nie pamiętam o czym była mowa. Jako, że siedziałam w pierwszym rzędzie, wypadałoby mi ocknąć się chociaż na sam moment przysięgi. I nawet mi się udało. Wyglądało magicznie. Tata w klasycznym czarnym garniturze i Melody w białej sukni do ziemi, lecz nie tradycyjnej, wolno opadała, a w niektórych miejscach pojawiały się małe diamenciki.
No cóż, jak na to, że byłam na ślubie własnego taty i to z znienawidzoną macochą, to nie było, aż tak tragicznie.
Najbardziej bałam się wesela.
Po ceremonii wszyscy zjechali się do restauracji.



heeeeeeeeeeeeeey
jak widać, drama time. chyba lubie takie wątki, coś w tym jest. dziękuję za komentarze i oceny i proszę o następne :) do następnego
xoxo
 

niedziela, 18 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 31

Wróciłam do domu kiedy zaczęło się ściemniać, byłam tak rozkojarzona, że nawet samochód Melody stojący na podjeździe nie zaczął mnie zastanawiać.
Dopiero jak usłyszałam głos taty dochodzący z salonu zaczęłaś się zastanawiać, czy aby nie śnie.
-Cześć. - bardziej spytałam, niż się przywitałam.
-O. Witaj słoneczko. - tata uśmiechnął się promiennie.
Leżał na kanapie, na stole była masa leków, a Melody chodziła jak nakręcona i co sekundę poprawiała mu poduszki.
-Jak się czujesz? - podeszłam bliżej i włożyłam ręce do kieszeni.
-Wspaniale, czasami tylko jak wezmę za duży oddech to trochę boli. Ale wszystko w jak najlepszym porządku.
Czułam, że kłamie. Po prostu nie chciał mnie martwić, robił to ze względu na mój stan po wypadku. Zachowywał się jakby to zdarzenie miało miejsce wczoraj.
-Gdzie byłaś o tej porze? - przymrużył oczy jak przyprowadzał przesłuchanie.
-Co? Ja? Ummm. Byłam z Perrie na spacerze, pokłóciła się z Zaynem i potrzebowała się komuś wygadać. Jestem trochę zmęczona. Pójdę się położyć. - wskazałam kciukiem na schody.
-Poczekaj na sekundkę. Chciałem ci powiedzieć, że tak jak już wcześniej uprzedzałem, bierzemy ślub, jak najszybciej jak to możliwe. Wypadło na piątek.
-Słucham? - nachyliłam się. - Tato jest wtorek. Czy ty wiesz, że ślub to nie jest coś na chwilę?
-Vivi... Za długo się zastanawiałem i popatrz co się stało, nie chce już czekać.
-Tsss. - prychnęłam. - Zachowujesz się jakbyś miał dziewiętnaście lat, a chyba muszę ci przypomnieć, że ich nie masz.
-Uważaj jak się do mnie odzywasz, nie jestem twoim kolegą. - jego dobry humor zniknął, dzięki mnie.
-Ja po prostu nie wierzę. - zaśmiałam się z własnej bezsilności. - Przecież wy się ledwo znacie.
-Długo jesteśmy razem, wystarczająco. Poza tym to moja decyzja i została już podjęta, twoje zdanie się tu nie liczy.
-No racja. Na co wam wiecznie narzekająca Scarlett. Wychodzę. - odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę drzwi.
-Nawet nie próbuj! Wracaj tu!
Moją odpowiedzą było trzaśnięcie drzwiami.
Nie mogłam znieść, że mój ojciec zachowuje się dziecinne jak jakiś smarkacz, a wciąż mi powtarzał, że powinnam być poważna i rozsądna, żeby ludzie traktowali mnie serio, podczas kiedy sam zachowywał się na odwrót.
Napisałam do Harrego smsa, po dwóch minutach już był na dole. Chciałam po prostu się przejść, uspokoić i porozmawiać, z kimś to nie oceni mnie z góry i każe się zamknąć.
-Twój tata jest dorosły. I tak zrobi co chce. - splótł nasze palce kiedy wyszliśmy za bramę.
-Nie mogę mu na to pozwolić. Nie dość, że są ze sobą rok, to jeszcze ona jest nienormalna.
-Skoro się kochają, to czemu nie?
-To nie wyjdzie. Zobaczysz. Nie minie miesiąc, a już ona będzie chciała się wyprowadzić.
-Scarlett. Postaw nas w takiej sytuacji, my też do końca nie jesteśmy normalni, nawet Perrie jako twoja przyjaciółka woli, żebyśmy nie byli razem.
-Ale... - westchnęłam.
-Ale co? - stanął i delikatnie mnie pocałował. - Będzie dobrze, zobaczysz. Może zaśpiewasz? Mam taką piosenkę, którą napisałem i nagrałem sam. Jest bardziej o rozstaniu, ale w sumie pasuje.
-Zaśpiewałbyś ze mną? - podniosłam wzrok z moich butów na jego twarz.
I nagle zniknęła obawa, co mógłby sobie tata pomyśleć, przecież nie mogliśmy być razem, a co dopiero przyjść jako para na ślub, a po zaśpiewaniu wspólnie piosenki, tatę zalałaby krew.
-Ja? Z tobą? - uśmiechnął się. - Od małego marzyłem o duecie z tobą. - cmoknął mnie w usta. - Jestem twoim największym fanem, a zaśpiewać z tobą... Umm... Coś niesamowitego. - uśmiech nie schodził mu z ust.
Harry zdecydowanie był jedyną osoba, która tak szybko potrafiła poprawić mu humor.
Dzięki niemu zmieniłam zdanie na temat tego całego ślubu. Znaczy nie, że od razu, aż nie mogłam się doczekać kiedy ich zobaczę na zaślubinach, ale nie było tak tragicznie jak na początku. Chyba doszło do mnie, że moje wściekanie się nic nie da.
Wróciłam koło północy, wszyscy spali. Tak na początku myślałam, dopóki nie weszłam do swojego pokoju.
-Co to za jakieś tajemnicze spotkania? - zwróciłam się do Williama i Mari siedzących na moim łóżku.
-Żadne spotkania. Tak sobie siedzimy. - Will skrzyżował nogi.
-Co ubierzesz na ślub? - spytała mnie siostra.
-Jeszcze nie wiem, nie zdążyłam nad tym pomyśleć. Są jeszcze dwa dni, może coś się znajdzie.
-Tata zaprosi chłopaków. - Mari wyszczerzyła wszystkie zęby w ogromnych uśmiechu.
Od razu wiedziałam co ma na myśli. Kolejna okazja, żeby spędzić czas z Niallem.
-Zaśpiewam z Harrym. - usiadłam koło nich.
-Żartujesz sobie? - Will zmarszczył brwi. - Wiesz, że twój tata go zastrzeli?
-To będzie tylko jedna piosenka, kto powiedział, że będziemy się tam całować i przytulać? Poza tym kiedyś dowiedzieć się musi. A chyba nie będzie chciał popsuć wesela swojej księżniczce, więc awantury nie zrobi.
-Jak chcesz. Ale żeby potem nie było, że nie ostrzegałem. - burknął.
-Widzę jak o mnie dbasz. - pocałowałam go w policzek. - A teraz chodźmy spać, padam na twarz.
Z samego rana byłam u Harrego. W końcu miałam dwa dni, żeby nauczyć się piosenki. Z jego pomocą szło mi nawet dobrze. Co jakiś czas zdarzały się niewielkie pomyłki, ale było okej.
Później Mari wyciągnęła mnie na zakupy, nie mogłam iść w czymś zwyczajnym, a po tym jak tata dowiedział się o tym, że planuje zaśpiewać to kazał mi wybrać coś jeszcze bardziej specjalnego. Oczywiście nie powiedziałam mu kto będzie ze mną śpiewał, wtedy by go nie zaprosił, a nie mogłam na to pozwolić.
Wszystko zwaliło mi się na głowę, ciągły brak czasu wisiał w powietrzu, kiedy wszyscy się sprzeczali.
Poza tym musiałam się pilnować przy Harrym i tacie, żadne z nich nie mogło wiedzieć. Obawiałam się reakcji Harrego na wiadomość o moim zakazie, ale przecież to chyba nie mogło nam przeszkodzić, prawda?
Wybrałam zwykłą 'małą czarną' na ramiączkach, całościowo przylegającą do mojego ciała. Najszybsze i najprostsze rozwiązanie.
Napięcie w domu rosło z sekundy na sekundę. Tata co prawda jeszcze nie mógł się bardzo męczyć, więc załatwiał wszystko przez telefon. Melody goniła i ciągle jęczała, że obawia się, że nie zdążą uszyć sukni na czas. William ze stoickim spokojem pojechał ze swoim chłopakiem po garnitur. A Mari... właśnie, co z Mari? Też chciałabym wiedzieć. Prawdopodobnie z Niallem.
Znowu od początku zaczynałam mieć dość ślubu, a kiedy przyszła żona mojego ojca zaczęła wrzeszczeć na mnie, to po prostu nie wytrzymałam.  
Zadzwoniłam do Pezz. Musiałam jakoś odreagować, byłam wściekła. Nie poznawałam taty, zawsze podejmował decyzje, które przemyślał po tysiąc razy, a wtedy zachował się tak lekkomyślnie.
-Harry mnie zabije. - to były pierwsze słowa, które powiedziała Perrie po tym jak się spotkałyśmy. - Wiesz, że nie powinnaś?
-Ostatni raz. - mruknęłam.
Poszłyśmy do klubu, z każdą minutą gromadziło się tam coraz więcej ludzi.
Nie musiałyśmy czekać długo, żeby się upić. Wydawałoby się, że wszystko zniknęło, całe zamieszanie, kłótnie, wyzwiska, wypadek taty... Wszystko.
Ale oczywiście musiałam stworzyć następne problemy.
Nie kontrolowałam się, moje ciało robiło co chciało. Kiedy jest się w takim stanie, wydaje się, że cokolwiek się zrobi to i tak nic nie będzie niosło za sobą konsekwencji, że człowiek jest zdolny do wszystkiego i nikt się nie przyczepi.
Usiadłam na chwilę i doczepił się jakiś koleś. Nawet był przystojny, lekki dwudniowy zarost, ciemne, blond włosy, postawione do góry. Ale ja miałam Harrego, nikt inny nie był mi potrzebny. Tak myślałam, ale ciało robiło swoje.
Mówił, że mnie kojarzy ze szkoły. Zagadywał, żebym po prostu sobie nie poszła. Od słowa do słowa i siedział coraz bliżej, ja ledwo utrzymywałam głowę w górze i chyba to wykorzystał. Nie mogę zwalać całej winy na tego chłopaka, bo przecież mogłam pójść.
Dzieliły nas milimetry, czułam jego oddech, pocałował mnie. To nie był jeden pocałunek, trwało to może pół minuty. Nie jestem w stanie powiedzieć co czułam. Oczywiście, że Harry był tym jedynym, ale wtedy w mojej głowie pojawiały się różne myśli.
Nagle ocknęłam się i doszło do mnie co właśnie zrobiłam.
Na chwiejących się nogach szybko wyszłam na zewnątrz.



Witaaam :)
tak więc wróciłam i już do końca wakacji nigdzie nie jade. aha no i chciałam podziękować mojej przyjaciółce Sylwii, za to, że napisała poprzedni rozdział, ja bym nie zdążyła, a nie chciałam zostawiać Was bez rozdziału, więc ją poprosiłam, poświęciła swój czas i chęci. DZIĘKUJĘ X. przekroczyliśmy 14 tysięcy. jejuuu. dziękuję Wam xx. nie spodziewałam się, że będzie tego tak dużo. do następnego 
xoxo
 

niedziela, 4 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 30

W samochodzie i tak było zimno. Nie mogłam zasnąć. Myślałam o wszystkim. O Harrym, o Louisie i Eleanor, o tacie. Po prostu o wszystkim. Jedyne czego teraz chciałam to przytulić się do lokersa. Spałam może z godzinę, a wydawało się jakby to było 5 minut. Słońce raziło mi po oczach i nie mogłam pospać dłużej. Postanowiłam, że wyjdę. Wszyscy zaczęli składać swoje namioty i się pakować. Myślałam, że pojedziemy wieczorem. Najwidoczniej się myliłam. Podeszłam do Louisa.
-Już jedziemy?
-Nie widzisz? Wyruszamy za godzinę. - Odburknął.
-Oh. Przepraszam, że zapytałam. - Nie odpowiedział. Nie powinnam na niego naskakiwać po tym co stało się wczoraj. - Przepraszam... Co z Eleanor?
-Nic. Nie odbiera telefonów, nie odpisuje na moje sms'y. Nic.
-Przykro mi... - Położyłam rękę na jego plecach masując je.
-Mogłabyś mnie zostawić samego? - Spojrzał na mnie prosząco.
-Um.. Jasne. - Poszłam sprawdzić jak Harry sobie radzi. Klął pod nosem i kopnął namiot.
-Harry! Dobrze się czujesz? - Zaśmiałam się.
-Hej. - Zauważył mnie i się potknął. - Ja tylko... No. Poradzę sobie.
-Oczywiście. Wszystko zawsze musisz zrobić sam. Pomogę ci.
-Dam sobie...
-Nie dasz. Wiesz o tym. - Przerwałam mu.
-No może masz racje. - Oboje się zaśmialiśmy. To wcale nie było takie łatwe. Ten namiot był nienormalny, ale udało nam się w końcu przy pomocy Zayna. Spakowaliśmy wszystkie rzeczy i mogliśmy jechać. Wszyscy posprawdzali czy wzięli wszystko ze sobą. Niczego chyba nie zapomnieliśmy. Zbieranie się miało nam zająć godzinę, a zajęło co najmniej dwie. Było koło jedenastej. Jechaliśmy takim samym podziałem. 

-No to wracamy. - Powiedziała Perrie wzruszając ramionami. 
-Było fajnie. Aż nie chce mi się wyjeżdżać. - Odpowiedziała jej Danielle i poprawiła swoje niesforne loki. My wyruszyliśmy ostatni. Zapomnieliśmy z Harrym o wczoraj. Droga minęła bardzo miło. Pogłośniliśmy radio i śpiewaliśmy wszystko co leciało. Dosłownie wszystko. Nawet jeśli nie znaliśmy słow to sobie je zmyślaliśmy. Zatrzymaliśmy się na stacji, bo niestety mój pęcherz nie jest zbyt wytrzymały. Harry miał okazje by skoczyć po chipsy. Tym razem nie było żadnych niemiłych niespodzianek jak ostatnim razem. Wjechaliśmy w końcu na osiedle. Harry odwiózł mnie pod same drzwi. To nic, że mieszkał po drugiej stronie.
-Przyjdziesz do mnie później? - Zapytał Harry.
-Później, czyli?
-Za godzinę może.
-Myślę, że się wyrobię.
-No to będę czekał. - Uśmiechnęłam się, odwzajemnił uśmiech, pochylił się lekko i mnie pocałował.
-Do zobaczenia. - Powiedziałam wychodząc z samochodu. Pomachał mi, a ja jemu. Weszłam do domu.
-Heej. - Powiedział William witając mnie w drzwiach. - Jak było?
-Muszę powiedzieć, że mimo wszystko było bardzo fajnie. Dużo by opowiadać. Jest już Mari?
-To się cieszę. Jest. Wróciła kilka minut temu.
-Okej dzięki. To ja idę na górę jakby co. - Rzuciłam wszystko na łóżko. Byłam mega zmęczona. Chciałam się położyć, ale musiałam wziąć prysznic. Ciepła woda spływająca po moich plecach to była teraz najwspanialsza rzecz na świcie. Ubrałam jeansowe spodenki, białą koszulkę na ramiączkach i na to zarzuciłam fioletowy sweter. Wysuszyłam włosy i doprowadziłam się do stanu wyjściowego. Zajęło mi to więcej niż godzinę, więc postanowiłam już iść do Harrego. Natknęłam się na Mari na korytarzu.
-Ale było ekstra! - Powiedziała podekscytowana Mari.
-Wydarzyło się coś o czym ja nie wiem?
-Jenyyy... Niall jest taki cudowny. Jest przemiły, zabawny, opiekuńczy i do tego przystojny. - Nie byłam pewna czy ona jeszcze oddycha.
-Ktoś tu się naprawdę zakochał... - Zaśmiałam się.
-Przestań! - Uderzyła mnie i zrobiła się cała czerwona.
-Ałaaaa! Nie bij mnie. Dobra. Muszę iść.
-Gdzie idziesz?
-Do Harrego.
-No to pędź. - No i poszłam. Nie zdążyłam zapukać, a Lou otworzył drzwi. Było widać, że był zdenerwowany i gdzieś się śpieszył.
-O hej. Harry jest u siebie w pokoju. - Wyminął mnie. Szedł bardzo szybko. Weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Gdy weszłam do pokoju Harrego on spał. Usiadłam na jego łóżku i pogłaskałam mu włosy.
-Wstawaj. - Potrząsnęłam nim.
-Eeeee? - Otworzył oczy zaspany.
-No wstawaj! Kazałeś mi przyjść. A teraz co? Śpisz? - Zaśmiałam się.
-Już wstaje.
-O MÓJ BOŻE! - Odwróciłam się. Był nagi. - Idź się ubrać.
-Spokojnie. - Zaśmiał się i założył bokserki. - Wezmę szybki prysznic i  zaraz wracam. Nadal byłam w szoku i nie wiedziałam co się dzieje. Mógł mnie uprzedzić, cokolwiek. Usiadłam wygodniej na łóżku i czekałam. Wyszedł z łazienki w samym samym ręczniku obwiniętym wokół pasa. Z jego włosów kapała woda, a krople spływały po klatce piersiowej.
-Co by tu ubrać. - Stał na środku pokoju i się zastanawiał. - Siedzisz na mojej koszulce.
-Um co? - Wyrwał mnie z zamyślenia.
-Siedzisz na mojej koszulce! - Zaczęłam się rozglądać. Wszedł na łóżko i pochylił się żeby ją zabrać.
-Aaaa kapiesz na mnie.
-Co? - Zaśmiał się.
-To znaczy.. Woda...
-Ok. - Potrząsnął włosami i ochlapał mnie jeszcze bardziej.
-Jak mogłeś?! - Uderzyłam go w ramie śmiejąc się. Chwycił mnie i pocałował. Chwyciłam się jego ręki, bo inaczej bym spadła. Powoli zsunął mój sweter. Reszta moich ubrań zniknęła zadziwiająco szybko. Zaczął obdarzać mój biust niezliczoną ilością pocałunków. Delikatnie wszedł we mnie. Bolało jak cholera, ale po chwili dałam się ponieść rozkoszy i zapomniałam o bólu. Poruszał się dosyć szybko cały czas spijając moje wargi. W końcu doszliśmy, niemal jednocześnie, ale jemu zajęło to chwilę dłużej. Rozlał się we mnie po czym na mnie opadł. Nasze oddechy były szybkie i nie równe. Położył się obok mnie. Przytuliłam się do niego zaciągając na naszą dwójkę kołdrę. 






Witajcieeee :D I jak Wam się podoba? Taka mała zmiana (:
Wyjeżdżam i następny rozdział PRAWDOPODOBNIE ukaże się koło 18 sierpnia.
Do następnego xxx


środa, 31 lipca 2013

ROZDZIAŁ 29

Obudziłam się wtulona w Harrego. Było zimno, bardzo, cała się trzęsłam. Zaczynało świtać. Telefon miałam metr dalej, ale było mi tak wygodnie...
-Harry... - szepnęłam. - Harry... - lekko potrząsnęłam jego ramieniem.
-Idź spać kochanie, jeszcze noc. - mruknął, nie otwierając oczu i mocniej mnie przycisnął do siebie.
-Ktoś tu chodzi. Chyba już wstali. Chodźmy też. - jęknęłam.
Harry lekko otworzył oczy, zaspany spojrzał na zegarek, który był zapięty na jego lewej ręce.
-Sprawdziłbym godzinę, ale wczoraj zamoczyłem zegarek i nie działa. Zgaduję, że jest koło siódmej. Śpij. - ponownie zamknął oczy.
I zasnęłam.
Ocknęłam się jak Hazz zaczął się wiercić.
-Błagam. Śpij. - nałożyłam na swoją głowę poduszkę.
-Ktoś tu chodzi. Chyba już wstali. Chodźmy też. - powiedział, starając się mówić jak ja.
-Zabawne. - mruknęłam. - Jestem zmęczona. Chociaż pięć minut.
-Bo cię wyciągnę przed namiot. - zaczął odkrywać koce.
-Dobra. Już idę. - usiadłam. - Czemu jest tak głośno? - dopiero usłyszałam otaczające mnie zamieszanie.
-Nie mam pojęcia. Ubierzmy się i pójdziemy zobaczyć.
Starałam się doprowadzić się do normy jak najlepiej mogłam, ale w takich warunkach, gdzie nawet nie mogłam wstać na równe nogi. Jak na takie dziwne normy, nawet szybko się ogarnęłam.
-Cudownie wyglądasz w ten pochmurny i zimny dzień. - pocałował mnie od razu kiedy wyszliśmy z namiotu.
-Może w końcu zajęlibyście się czymś więcej niż sobą? - podeszła Mari i spojrzała na nas krzywo.
-O co ci chodzi? - splotłam swoje palce z Harrym.
-Idź do Louisa. - odwróciła się, doszła do Nialla i wspólnie gdzieś poszli.
Podeszliśmy do Perrie.
-Co jest grane? Tylko wyszliśmy z namiotu, a już mi się zerwało. Gdzie jest Lou?
-Chyba zerwali, nie mam pojęcia. Jest w samochodzie, nie chce z nikim gadać, więc postanowiliśmy dać mu dłuższą chwilę. - wzruszyła ramionami. - Idę się przejść z Zaynem. W sumie został tylko Liam z Danielle. Jak się czegoś dowiecie to dzwoń.
Nie wiedziałam o co chodzi. Jeszcze dzień wcześniej wszystko było w jak najlepszym porządku. To był mój przyjaciel i nie mogłam patrzeć jak się męczy.
-Idę do niego. - odwróciłam się przodem do Harrego.
-Scarlett...
-Zaraz wrócę. - cmoknęłam go lekko w usta.
Siedział w aucie, trzymał ręce mocno zaciśnięte na kierownicy. Był wściekły, smutny, przybity i wszystko co najgorsze.
Podeszłam do drzwi od strony pasażera i szarpnęłam za klamkę, ale były zamknięte. Nawet nie podniósł wzroku.
-Otworzysz? Tu jest trochę zimno. - wciąż wstałam, a on wciąż nic. - LouLou... Przyjaźnimy się prawda? Komu o wszystkim mówiłam jako pierwszemu? Komu żaliłam się o tym jak bardzo chce być z Harrym a nie mogę? Huh?
Usłyszałam jak zamek się otwiera, ponownie szarpnęłam za klamkę, drzwi otworzyły się pomyślnie, szybko wsiadłam i zamknęłam drzwi.
-Gdzie ona jest? - spytałam patrząc naprzód.
-Nie wiem. Chyba wróciła do domu. - powiedział prawie niesłyszalnie.
-Czemu? Pokłóciliście się?
-A jak myślisz? - syknął.
-Przepraszam. Głupie pytanie. - westchnęłam. - W takim razie, o co poszło?
-O wszystko. Całą moją karierę, o zazdrość, brak czasu.
-Możesz zmienić tylko jedną rzecz. Istnienie w wielkim świecie to jednak coś stałego jak na razie. A dałeś jej powody do zazdrości?
-Nie. Chyba nie. Nie wiem. Nic nie zrobiłem.
Przysunęłam się bliżej i go przytuliłam. Moje głupie i beznadziejne rady mogłyby tylko pogorszyć sytuacje.
Trochę minęło zanim udało mi się wyciągnąć go na zewnątrz.
Starałam się go cały dzień mieć przy sobie, żeby żaden głupi pomysł nie przyszedł mu do głowy.
Poszłam tylko na chwilkę do samochodu bo krem do rąk, który zostawiłam na siedzeniu, kiedy wróciłam na miejsce gdzie miał na mnie czekać już go nie było.
-Louis?! Louis wracaj! I nie rób głupstw!
Wiedziałam, że takie wołanie nie ma sensu, ale musiałam coś robić, cokolwiek. Obeszłam całe pole, byłam na molo, patrzyłam w samochodach. Obdzwoniłam wszystkich. Nic.
Zaczęłam panikować, mógł zrobić wszystko.
Spotkaliśmy się wszyscy, wszyscy prócz Harrego. Rozdzieliliśmy się, poszli go szukać, a ja miałam zostać i czekać. Chciałam zobaczyć co się dzieje z Harrym.
-Wyjdziesz kiedyś z tego namiotu?
Stałam przed naszym chwilowym domem jakieś pięć minut i wyszedł.
-Louis zniknął.
-Jak to? - nagle zrobił się poważny jak nigdy.
-No rozpłynął się. Nie mam pojęcia. Spuściłam go z oka na sekundę. A co jeśli on zrobi sobie coś głupiego? - mój głos lekko zadrżał.
Byłam podłamana, nie mogłam nic zrobić. Miałam ochotę uderzyć siebie samą w twarz. Na co go zostawiałam w takim stanie?
-Nic sobie nie zrobi. - przytulił mnie. - Lou jest rozsądny. Na pewno zaraz wróci. Pewnie poszedł na spacer.
-To czemu nic nikomu nie powiedział? - podniosłam na niego wzrok. - Telefonu też nie odbiera.
-A komu by się chciało? Dziewczyna go rzuciła. Trzeba dać mu czas. Wróci. - pocałował mnie w czubek głowy.
Siedzieliśmy przy ognisku i rozmawialiśmy, Harry na chwile poszedł do namiotu i wrócił wkurzony, nawet bardzo wkurzony.
-Czemu mi nie powiedziałaś, że nie możemy się spotykać? - stanął przede mną.
-A czy to ważne? - stanęłam chcąc być na równo z nim, a i tak był wyższy o głowę.
-Tak? Scarlett, błagam cię. Specjalnie okłamałaś tatę, prawda? Co ja mu zrobiłem?!
Jego ramiona szybko wznosiły się i opadały. Nieraz był bardziej zły, ale nie wiedziałam czemu robił o to, aż takie zamieszanie.
-Dowiedział się, że my... No wiesz... - ściszyłam ton próbując go uspokoić. - Poza tym to nie ma znaczenia. Harry chcę z tobą być i będę. Serio tak ci zależy na uznaniu mojego taty?
-Wyobraź sobie, że mieszkamy parę metrów od siebie. Jak wróci ze szpitala... Jak ty sobie to wyobrażasz?
-Przestań! Chociaż teraz! Czy to jest dla ciebie najważniejsze w tym momencie? Zawsze musimy się kłócić? Nawet kiedy nasz przyjaciel gdzieś się włóczy i nie wiadomo czy żyje?! Odstaw nas na dalszy plan. Na świecie istnieją też inni ludzie.
-Gdzie są wszyscy?
W sekundzie odwróciliśmy się przodem do miejsca skąd pochodził głos. To pytanie uspokoiło mnie na tyle, że serce znowu zaczęło bić tak jak powinno.
Lou.
-Louis. - podbiegłam do niego. - Tak się martwiliśmy. - przytuliłam go. - Gdzie byłeś?
-Na spacerze, musiałem przemyśleć parę spraw. Wybacz Scarlett, ale chciałbym się położyć. - wyminął mnie i poszedł do swojego namiotu.
-Zadzwoń do reszty, że zguba się odnalazła i mogą wracać. Ja wezmę swój śpiwór i przenocuję w samochodzie, może tam będzie mi cieplej.
Oboje wiedzieliśmy, że to bujda, że prawdą jest to, że potrzebuję być sama, choć na tą noc. Nie byłam obrażona, nie rozstaliśmy się, nie oczekiwałam na przeprosiny, nie chciałam się wściekać ani nic w tym stylu. Potrzebowałam chwili oddechu i samotności. Przez tą noc zatęsknić. I znowu potrzebowałam, żeby dotarło do mnie jaka jestem głupia kłócąc się z nim i beznadziejna bez niego.





HEEEEEEEEEEEEEEEY
opóźnienia, opóźnienia... myśle, że chyba wynagrodze Wam to w następnym rozdziale, jak na razie możecie się tylko domyślać :P już miesiąc wakacji za nami :c. ale wciąż została druga połowa :) do następnego
xoxo
 

wtorek, 23 lipca 2013

ROZDZIAŁ 28

Nasza drużyna przegrała, a karą było zbieranie gałęzi na ognisko, które miało odbyć się wieczorem, a Louis jako honorowy kapitan wziął wszystko na siebie, chciałam skorzystać z chwili, gdzie moglibyśmy być sami, więc zaoferowałam swoją pomoc.
-To jak w końcu jest między wami? - spytałam, kiedy już oddaliliśmy się od namiotów i reszty.
-Chyba jesteśmy razem. Tak myślę, teraz jest okej. I nawet mi powiedziała, że cie lubi.
-Wow. - uśmiechnęłam się. - Czuję się zaszczycona. - ukłoniłam się posłusznie.
-To był dobry pomysł, z tym wyjazdem. W końcu możemy spędzić czas razem, a nie, że każdy gdzieś wychodzi.
-Nawet nie miałam okazji pogadać z Harrym. Jakoś jest dziwnie. Nie mogłam się doczekać kiedy się zobaczymy, a jak już się umówiliśmy chodziłam jak na szpilkach. A teraz... Jest dla mnie inny. - wzruszyłam ramionami.
-Oh Scarlett... Ty niedoświadczony tłuku. On się boi, że cię straci, że jakimkolwiek posunięciem może sprawić, że odejdziesz.
-Tak myślisz? - zmarszczyłam brwi. - W sumie możliwe. Chyba musimy sobie wszystko wyjaśnić.
Jakoś wyszło, że się potknęłam i Louis mnie chwycił, ale nie było niczego. Żadna dwuznaczna sytuacja. Zaczęliśmy się kołysać i jakoś tak wyszło, że tańczyliśmy sobie, tak po prostu, do szmeru drzew i śpiewu ptaków. Żadne z nas nie mówiło, daliśmy sobie taki czas na wyciszenie i uspokojenie. Lekko się odchyliłam, a on mną okręcił.
-A tak ogólnie, to jeszcze nie widziałem jak tańczysz balet. - szepnął, żeby nie zniszczyć całej atmosfery.
-Już nie tańczę.
-Błagam, raz, tylko dla mnie. Mogę ci pomóc. 
Czułam, że się uśmiecha, moja głowa leżała na jego ramieniu, ale i tak wiedziałam.
-Musiałbyś ubrać urocze i różowe rajtuzki. - wyprostowałam się i spojrzałam na niego. - Czyli nic z tego. - poklepałam go po ramieniu.
Poczułam kłucie w sercu, zabrakło mi powietrza i zakręciło mi się w głowie. Musiałam się podeprzeć o drzewo.
-Wszystko okej? - Lou przykucnął koło mnie.
-Tak Louis, a to jest część układu. 
-Serio? Już się bałem. - zaśmiał się.
-Louis durniu idź po moje leki. - powiedziałam najgłośniej jak mogłam. - są w torbie, która jest w moim namiocie. Szybko!
Nie było go bardzo długo, albo tak mi się wydawało. Traciłam kontakt ze światem, zaczęło robić się ciemno. Lou przybiegł w ostatniej chwili.
Wzięłam wszystkie możliwe tabletki, wszystko, żeby zapobiec temu bólowi. Z każdą minutą dochodziłam to siebie.
-Już lepiej? - usiadł obok mnie pod drzewem.
-Uhm. - kiwnęłam głową. - Nie mów nic Harremu. Tak będzie lepiej.
-Czego nie mówić? - Harry stanął nad nami.
I wtedy w duchu zaklęłam się w najgorszy sposób jaki umiałam.
-Co? Nic. - nerwowo wstałam, przez co znowu zakręciło mi się w głowie, ale po paru sekundach było dobrze.
-O czym Louis ma mi nie mówić?
Na jego twarzy rysowało się coraz większe zdenerwowanie.
-Możemy wrócić? - spojrzałam na niego błagalnie.
-Nie, póki się nie dowiem.
-Proszę. - chwyciłam go za rękę.
Do drugiej wzięłam torbę z lekami i poszliśmy.
Cieszyłam się, że odpuścił, ale wiedziałam, że zapyta o to ponownie, do tej pory musiałam coś wymyślić.
Ognisko nie trwało zbyt długo, wszyscy byli zmęczeni bo grze, więc posiedzieliśmy koło godziny i porozchodziliśmy się do namiotów.
Chciałam jak najszybciej zasnąć, spodziewałam się naszej rozmowy, ale jak na ten dzień po prostu nie chciałam.
Ułożyłam się wygodnie w swoim śpiworze, zamknęłam oczy i już prawie... Harry wpadł do namiotu jak huragan.
-Czy ty oszalałeś? - podniosłam się i oparłam na łokciach.
-Przepraszam, wpadłem na buty Zayna. - położył się.
-Co one tam..? - westchnęłam. - Nieważne. Chodźmy już spać.
I moje czynności się powtórzyły, już trudniej mi się było wyciszyć, ale jakoś dałam radę. Niestety chyba nie wszyscy byli tak zmęczeni jak my i przyszła im na coś ochota.
-To jest chyba jakiś żart. - usiadłam.
-No co? - zaśmiał się. - To przecież naturalne.
-Dobra, ale nie w namiocie, gdzie obok jest reszta przyjaciół, która wszystko słyszy.
-Spróbuj zasnąć. - mruknął.
Kiedy się położyłam, lekko mnie objął, jakby to co najmniej zagłuszyć te odgłosy.
-Nie wytrzymam. - wstałam. - Wychodzę. Wrócę jak skończą, jeśli w ogóle skończą.
Ubrałam trampki i poszłam na molo, takie malutkie i urocze, przy, którym była łódka.
Usiadłam przy samym końcu, spuszczając nogi, tak, że czubki butów prawie stykały się w wodą.
Usiadł od tyłu, kładąc swoje uda przy moich, objął mnie i położył brodę na moim ramieniu. Przybliżył się i na plecach czułam jego mięśnie brzucha. Na koniec okrył nas kocem.
Było magicznie, w końcu napawałam się naszym wspólnym momentem, bez żadnych dręczących nie pytań, które nie dawały mi spokoju i musiałam mu je zadać. Niczego. Po prostu Scarlett i jej idealny chłopak Harry, który dawał jej ogromne szczęście i poczucie bezpieczeństwa. Nic nie mogłoby mi tego zastąpić. W końcu zaczęłam cieszyć się życiem. Przestałam martwić się o to co będzie następnego dnia.
-Dowiem się w końcu? - mruknął mi i przyłożył usta do mojej skóry na szyi.
-Nic wielkiego. Mały problem z sercem. - wzruszyłam ramionami.
-Co? Czemu nie powiedziałaś? Powinniśmy pojechać do szpitala. - momentalnie się wyprostował
-Właśnie temu. Już jest okej. A ty nie musisz zgrywać takiego Harrego. Poznałam cię jako normalnego Harrego. Nie musisz się niczego bać. - położyłam głowę na jego ramieniu i patrzyłam w gwiazdy. - Bądź taki jaki jesteś. Nie chce innego.
-Scarlett... Widzę jak rozmawiasz z Louisem, nie wiem o co chodzi... Czemu my tak nie potrafimy, przecież...
-Potrafimy. Na przykład dzisiaj rozmawiałam z Louim o różowych rajtkach. - zaśmiałam się.
-Okej. Jednak wole zostać przy naszych tematach. - składał krótkie pocałunki na mojej szyi. 
Dokładnie wyczuwałam jego uśmiech, dreszcze nie dawały mi spokoju. Było wspaniale.
Spróbowałam obrócić się do niego przodem i Harry chyba za bardzo się wczuł przez co wpadliśmy do wody.
Zachłysnęłam się wodą i zrobiło mi się niedobrze, plus woda była dość chłodna. Byłam tylko w stanie podejść bliżej Harrego i go przytulić.
-O mój Boże! - pisnęłam. - Ale jest zimno!
-Chodź, rozgrzeje cię. - objął mnie ciaśniej i jeszcze bardziej przycisnął do siebie.
-Tsaa. Nie wątpię. - zaśmiałam się. - W sumie wszystko lepsze od seksu Perrie i Zayna. Ta cisza. Ummm. Cudownie.
-Nawet ja? Uh. Chyba mnie lubisz. - poruszył brwiami.
-Chyba nie. - uśmiechnęłam się. - Chodź Macho. Stoimy w lodowatej wodzie i przestaje czuć moje palce.
-Poczekaj. - przytrzymał mnie przy sobie. - Obiecaj, że nie uwierzysz w nic na mój temat, póki ja tego nie potwierdzę. - położył dłoń na moim policzku.
-A ty obiecasz, że zawsze będziesz potwierdzał szczerze?
-Mhm.
-W takim razie zgoda. - pocałowałam go delikatnie.

Mniej więcej po godzinie, kiedy wszelkie odgłosy z namiotów ucichły, wróciliśmy do namiotu.
Opatuliłam się we wszystkie swetry i bluzy nas obu, owinęłam się w koc i śpiwór, a dalej zamarzałam.
-Jako twój własny superman uratuje cię właśnie teraz. - rozpiął zamek i uchylił trochę śpiwora, żebym mogła tam wejść.
-Oh, dziękuję wybawicielu. Ale jeśli mamy stworzyć normalny związek, błagam, skończ z takimi tekstami bo przestane się do ciebie odzywać.





Czeeeść
lekkie opóźnienie z powodu urodzin mojej siostry i wgl. przyjazdu. ale jest już ok. podziwiam Was, że wytrzymujecie ze mną i dalej to czytacie. jesteście niesamowici. do następnego
xoxo
  

sobota, 13 lipca 2013

ROZDZIAŁ 27

-Nie mówiłeś, że one jadą z nami. - powiedziałam do Harrego kiedy już szliśmy w stronę reszty.
Tata ledwo się zgodził, ale oczywiście mówiłam mu o zaufaniu i takich rzeczach. Jednak może u taty dalej miałam lepiej niż siostra.
Rano w biegu musiałam się pakować, byłam pewna, że czegoś nie wzięłam, ale Hazz kazał mi się pośpieszyć i musiałam wyjść z tym co miałam w plecaku.
Kiedy wyszliśmy przy samochodach zobaczyłam dwie dodatkowe osoby, a konkretniej Danielle i Eleanor. Wcześniej 'znałam' je tylko ze zdjęć. W końcu jeszcze dwa miesiące wcześniej byłam ich wielką fanką.
-A no tak. - mruknął. - Zapomniałem. Ale się nie przejmuj. Są w porządku, a jeśli nie chcesz to nawet nie musisz z nimi gadać.
-Nie o to chodzi... Po prostu... Ummm... Nieważne. - uśmiechnęłam się.
Chodziło mi o to, że one znały się z chłopakami już długo, a ja zdecydowanie mniej. Nie jest powiedziane, że koniecznie musiały traktować mnie z wyższością, bo ich nie znałam i nie wiedziałam jak się zachowają. Ale chodzi o sam fakt, czułam się dość dziwne, jakbym się wcisnęła na wyjazd bardzo dobrych znajomych. Na szczęście była jeszcze moja siostra, która w ogóle się niczym nie przejmowała, w sumie tylko jednym... Blond Irlandczykiem o imieniu Niall.
-Jak jedziemy? - spytałam Harrego kiedy już staliśmy ze wszystkimi.
-Po dwóch. Jest trochę rzeczy do zabrania, a nie chcemy się gnieść. Każdy z nas kieruję, znaczy Zayn nie ma prawa jazdy i u nich prowadzi Perrie.
Wziął ode mnie plecak i poszedł go włożyć do bagażnika, a ja podeszłam do Pezz.
-Jakie one są? - spojrzałam na dwie nowe osoby jak dla mnie.
-Co? Mówisz o Eleanor i Danielle? - spytała, a ja kiwnęłam głową. - Eleanor rzadko się widuję ze wszystkimi, jeśli w ogóle to Louis jedzie gdzieś się z nią spotkać, chyba nie chce nawiązać z resztą jakiejś relacji, a Dan ma dość trudny charakter, jeśli nie polubi cię od razu to jesteś przegrana na starcie, tak było z Louisem, weszła do domu kiedy była jakaś głupia sytuacja i do teraz nie przebada za nim. Ale ogólnie jest okej.
-Czyli Eleanor i Louis są w końcu razem? - zmarszczyłam brwi.
-A kto to wie. - wzruszyła ramionami. - Myślałam, że się przyjaźnicie. Po prostu go zapytaj. A teraz musimy już jechać.
Rozeszliśmy się do samochodów i od razu ruszyliśmy.
-A jak z namiotami? - spytałam włączając radio.
-No tak jak teraz. - spojrzał na mnie, a po chwili z powrotem na drogę.
-Zgłupiałeś? Chyba nie sądzisz, że pozwolę, żeby moja siostra spała z Niallem.
-Przecież to tylko dwie noce.
-Harry. Ile oni się znają?
-Daj spokój, przecież będą tylko spać. - mruknął.
-Dobra. - fuknęłam. - Ale ty się będziesz tłumaczył mojemu tacie.
-Sądzisz, że Niall? Nie. On? W życiu.
-Nie wiem, ale za to wiem jak narwana jest moja siostra.
-Ty też jesteś. - zaśmiał się.
Czułam jak rumieniec oblewa mi twarz.
-Nie wspominajmy o tym. Błagam. - schowałam twarz w dłoniach.
Po dwudziestu minutach zjechaliśmy na stacje, bo trzeba było zatankować. Harry zalał to pełna, bąknął, że pójdzie zapłacić i poszedł.
Chciałam skorzystać z chwili przerwy i wyjść na powietrze. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać wiadomość do mamy, chociaż raz na jakiś czas by mi wypadało.
-Cześć Scarlett.
Podniosłam wzrok na osobę stojącą przede mną.
Sam.
-Co ty tu robisz?
-Wracałem z Vanessą z...
-Sam czemu nie... - przerwała mu i podeszła. - Oooo. Kogo tu przywiało. - wykrzywiła się.
Odwróciłam się i chciałam z powrotem wsiąść do Range Rovera Harrego i odjechać udając, że ich nie spotkałam.
-Lubisz zbierać po mnie resztki huh? - chwyciła mnie za rękę.
-Zostaw mnie. - wyrwałam się. - A poza tym, skoro odszedł od ciebie do mnie... To coś znaczy. - uśmiechnęłam się. - I przespał się ze mną, kiedy jeszcze był z tobą.
Zdziwiłam się. Byłam taka pewna siebie. Mimo wszystko, chciałam, żeby poczuła się jak ja.
-Śmieszna jesteś. - prychnęła. - Zrobił to, bo byłaś zalana. Ledwo stałaś, nie mówiąc już o tym, żeby się mu sprzeciwić. Wcale nie masz się czym szczycić. Wykorzystał cię kochanie. - położyła rękę na moim ramieniu.
Stałam, po prostu sobie stałam. Moja pewność siebie zniknęła, ja zniknęłam i wszystko co mnie otaczało.
Przecież to co mówiła musiało być kłamstwem, po prostu chciała nas zniszczyć, była zazdrosna, bo Harry wybrał mnie. Przecież nie byłby ze mną gdyby chciał mnie tylko wykorzystać.
-Przestań kłamać i pogódź się z tym, że jesteś już dla niego nikim.
I znowu wróciłam do gry, chociaż na chwilę.
-Żyj w tej swojej nieświadomości. A skoro zdradził mnie, to zdradzi i ciebie.
-Van dosyć! - Sam przerwał, jakby nagle się obudził.
-No tak. Dosyć. I tak już ci dużo pomogłam. - uśmiechnęła się i poszła.
Pomogła? W czym? W zmniejszaniu mojej samooceny? Czy w psuciu mojego nowego związku? Chyba pogubiłam się w jej głupocie.
-Coś się stało? - Harry podszedł i mnie objął.
-Co? Nie. Tak wyszłam, pooddychać. 
-Możemy już jechać? - pochylił się, żeby mnie pocałować.
-Myślę, że już tak. - wyślizgnęłam się z jego uścisku i weszłam do samochodu.
-Coś się stało? - spytał, kiedy wjechaliśmy na drogę.
-Spotkałam Sama i Vanessę. - zaczęłam nerwowo wierzgać się w siedzeniu.
-Cholera. - uderzył dłonią o kierownice. - Przestaniesz się w końcu tym przejmować?!
Wolałam przemilczeć. Dopiero wyjechaliśmy, a już zaliczyliśmy pierwszą małą kłótnie. Kłótnia czyli on się wkurza, a ja się nie odzywam.
Następne dwie godziny próbował nawiązać ze mną jakikolwiek kontakt, ale ja odpowiadałam na wszystko "tak", "nie" bądź "nie wiem". I tak wyglądały nasze rozmowy.
Czułam się niezręcznie i dziwnie. Kiedy Harry zaparkował, nawet nie zdążył wyjąć kluczyków ze stacyjki, a ja już byłam na zewnątrz.
-Co ona ci powiedziała? - stanął od tyłu i delikatnie mnie objął szepcząc.
-Nic. W każdym razie nic co chciałbyś usłyszeć. - odwracałam głowę, żeby nie mógł mnie pocałować.
-Ufasz mojej byłej, a mnie nie?
Zaczęłam się zastanawiać, jak musiałam być głupia, dopuszczając takie myśli do mojej głowy. Serio?
-Przepraszam. - odwróciłam się przodem.
-Jest okej. - pocałował mnie. - chodź.
Pociągnął mnie za rękę do reszty, która czekała już tylko na nas.
Planowanie i rozkładanie namiotów trochę nam zajęło. Dopiero koło trzeciej usiedliśmy i mogliśmy na chwilę odpocząć. Ale to tylko na chwilę, bo Louis wymyślił granie w piłkę. Spodziewałam się, że chłopcy pograją, a my porozkładamy resztę. Lecz ich plan był inny. Zaczęli nas namawiać, a kiedy to nie skutkowało zaczął się szantaż emocjonalny i błagania. 
Żadna z nas nie chciała grać, ale trochę się nam ich szkoda zrobiło. Piątka ofiar błaga, no co zrobić?
Musieliśmy się rozdzielić na dwie drużyny. Louis został jednym kapitanem, bo wpadł na pomysł, a Zayn... Bo Zayn i tyle.
Zayn wybrał Harrego, a Louis mnie. Już wtedy wiedziałam, że za dużo nie pogram. Malik dobrał jeszcze Liama, Mari i Daniell, a do naszej drużyny dołączyłi Niall, Eleanor i Perrie.
Mecz zapowiadał się nieźle. Tak strasznie nie chciało mi się grać, ale skoro ich to cieszyło, to stwierdziłam, że na początku pobiegam, żeby myśleli, że gram, a potem będę chodziła od bramki do bramki.
Nie minęła minuta, a Liam strzelił gola. Spięliśmy się i staraliśmy się jak najbardziej mogliśmy.
Kiedy Lou podał mi piłkę, Harry najzwyczajniej w świecie mnie podniósł i przełożył parę metrów dalej, a wtedy ktoś z jego drużyny przejął piłke.
-Żartujesz sobie? Nie możesz tak po prostu mnie przenieść jak przeszkode. - udawałam obrażoną.
-Jesteś bardzo uroczą przeszkodą. - objął mnie i pocałował.
-Harry nie możesz tak. Jesteśmy przeciwnikami. - tupnęłam nogą.
-Trudno. - nie przestawał składać krótkich pocałunków na mojej szyi.
-Idę grać. - położyłam ręce na jego torsie i lekko odepchnęłam go zwiększając dystans między nami. - A tak w ogóle czemu nie mamy sędzi? Powinieneś dostać teraz karę. - zbulwersowałam się.
-Dobrze pani sędzio. Ukarzesz mnie wieczorem. - zaśmiał się.
-Głupi jesteś. - uderzyłam go w ramię. - Chodź grać, bo Lou nie odezwie się do nas do końca tygodnia. 






Czeeeść :3
taki rozdział, no taki zwykły. chciałam Wam przekazać, że wyjeżdżam, ale tylko na parę dni. więc następny rozdział powinien być niedziela/poniedziałek (21/22). do następnego
xoxo