-Ale co się stało? - odezwał się w słuchawce.
-To na prawdę zła chwila. - patrzyłam nieobecnym wzrokiem na Harrego, który siedział przy fortepianie.
-Harry coś zrobił tak? Dużo namieszał?
-Troszkę, ale się nie denerwuj.
-A mówiłem, żeby go nie zostawiać samego. Przecież to jeszcze dziecko. - westchnął.
-Oj nie marudź, poradzę sobie. Właśnie wychodzimy zjeść, tata na pewno dzwonił do Gordona czy byłam. Bawcie się dobrze. - rozłączyłam się.
-Ruszaj się. - zwróciłam się do Harrego wychodząc z pokoju.
-Ruszaj się? Skąd takie niemiłe słowa u ciebie? - zaśmiał się i ruszył za mną. - Myślałem, że nie wolno ci tak mówić.
-Ughr... Jesteś... - wstrzymałam oddech i stanęłam.
-Jaki? - stanął tak blisko, że czułam jego oddech na karku.
-Nieznośny, arogancki i myślisz, że możesz wszystko. Cóż. - odwróciłam się do niego przodem. - Muszę cię gwiazdko rozczarować. Nie możesz mieć każdej, przykro mi. - wzruszyłam ramionami.
-To czemu dałaś się pocałować? - uśmiechnął się łobuzersko.
Zatkało mnie, nie miałam wytłumaczenia. Wygrał.
-Tak właśnie myślałem, a teraz nie przeciągaj, bo zgłodniałem. - pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy.
-Czemu musimy robić co ty chcesz? To samo było w sklepie.
-A co? Nie chcesz iść?
-Chce, ale...
-No właśnie. - przerwał mi. - Po co komplikować sobie życie?
-No właśnie. - przedrzeźniam go. - Po co komplikujesz go mi? Huh? Masz dziewczynę, a jednak całujesz mnie. W co ty grasz Harry? - znowu przystanęłam, tym razem na środku ulicy.
-Posłuchaj, gdybym mógł cofnąć czas, zrobił bym to znowu i znowu. - nachylił się nade mną.
Kompletnie nie potrafiłam go rozgryźć.
-A Vanessa? Jak się spotkacie to będziesz udawał, że nic nie zrobiłeś?
Odwrócił się tyłem i szedł przed siebie.
-Hej! Mówię do ciebie! Ughr... - podbiegłam do niego. - Nie chcesz gadać to nie. - mruknęłam.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, kazałam Harremu iść do ogrodu, a sama poszłam po jedzenie, jak tam poszłam, nie wiem jakim cudem, ale trzymał mój telefon przy uchu i z kimś rozmawiał.
-Co ty robisz? - położyłam talerze na stoliku. - Skąd masz mój telefon? Oddawaj! - wyrwałam mu go z ręki. - Halo. - warknęłam.
-Scarlett? To ty? - Mari była dość zaskoczona.
-A kogo oczekiwałaś po tym jak wykręciłaś mój numer? - zapytałam z ironią.
-Nie musisz być od razu taka chamska. No wybacz, nie codziennie dzwonisz do siostry, a odbiera Harry Styles.
-Aaa. - wywróciłam oczami. - Przepraszam, nie wiedziałam, że o niego ci chodzi. Nie wiem skąd miał mój telefon, ale teraz spędzamy jakoś ze sobą czas, bo wszyscy wyjechali.
-I ty to mówisz tak spokojnie?! - krzyknęła.
-Mari jeśli masz teraz zamiar wychwalać go pod niebiosy to lepiej się rozłącz, bo nie mam ochoty słuchać kłamstw na jego temat. - złośliwie się do niego uśmiechnęłam.
-Oh, jeju. Przesadzasz. Dzwonie żeby ci powiedzieć, że już za półtorej tygodnia się widzimy!
-No w końcu będzie tu ktoś normalny.
Czekałam na odpowiedź, ale nic z tego. Popatrzyłam na ekran i nic, padła bateria.
-Świetnie. - burknęłam i usiadłam przy stole.
-Nie uważasz, że to super, że twoja siostra jest naszą fanką?
-Nie? - spojrzałam pytająco, bo nie wiedziałam, do czego zmierza.
-Czy ona też błagała o bilet na nasz koncert jak ty? - zaśmiał się.
No proste, do upokorzenia mnie.
-Pff. Jesteś okropny, czekasz tylko żeby kogoś wyśmiać. Takich rzeczy się nie robi, one wracają z podwojoną siłą, zobaczysz. - pogroziłam widelcem.
-Przecież nie jestem, aż taki straszny. Gdybym bym, to by cię tu ze mną nie było. - stwierdził.
-Racja, a zwłaszcza, że jesteś chłopakiem mojego największego wroga.
-A ty znowu o niej. - westchnął.
-Jest częścią twojego życia, nie da się jej schować pod poduszkę. Jeśli mamy być dla siebie kimś więcej to chyba nie będziemy gadać o wędkowaniu albo hamburgerach. - przewróciłam oczami.
-Znowu to robisz. - zauważył. - Poza tym, być dla siebie kimś więcej. - przytoczył moje słowa. - Co masz na myśli? - znowu się uśmiechnął.
-Oh, chwytasz mnie za słówka.
-Czyli nie chcesz?
Nie dało się z nim rozmawiać, zaczynał mnie irytować, ale zazwyczaj jak mnie wkurzał i miałam ochotę wyjść, po chwili znowu było miło i cudownie.
-Nie, znaczy... Pogubiłam się. - westchnęłam.
-Za tydzień już jest ten występ. Obiecałem, że cię tam wezmę. Nie musisz mnie błagać jak tatę. - zaśmiał się.
-Jesteś podły! - sama zaczęłam się śmiać.
-Dobra. Już nie będę ci tego wypominał. Jesteś strasznie urocza jak się czerwienisz.
O mój Boże. Rumieniłam się. Nienawidziłam tego.
-Chodźmy do mnie. - pociągnął mnie w kierunku jego domu.
-William mnie zabije, poza tym muszę odpocząć po tej imprezie. Ty chodź do mnie.
Znowu położyliśmy się na łóżku, tak było najlepiej. Kiedy opowiadał mi o tym jak spełnia marzenia i nakręcał mnie bym sama to zrobiła.
Nagle do pokoju wparował zdenerwowany Will.
-Scarlett gdzie masz telefon? Twój ojciec już chciał dzwonić na policję.
-Ja... - usiadłam nerwowo.
-Tłumaczyć będziesz się jemu. - podał mi słuchawkę.
-Halo? - jęknęłam przerażona.
-Dziecko! Co ty wyrabiasz?!
-Ja byłam tylko u Gordona, a telefon mi padł.
-No tak, byłam. DWIE GODZINY TEMU, A DO DOMU MASZ TRZY MINUTY! - jeszcze w życiu nie słyszałam, żeby tak krzyczał.
-Zagadałam się. - mówiłam spokojnie, próbując go uspokoić, ale jeszcze bardziej się zezłościł.
-A jakby ci się coś stało?! A poza tym nie byłaś wczoraj u pana Carla!
Mentalnie klepnęłam się w czoło.
-O Boże... - westchnęłam. - Kompletnie o tym zapomniałam. Przepraszam.
-Poniesiesz konsekwencje. Mam nadzieje, że nic nie wyrobiliście. Bądźcie grzeczni. - rozłączył się.
-Zginę. - oddałam Williamowi telefon, po czym wyszedł. - Daj mi chwilę, pójdę wziąć prysznic.
Po około dwudziestu minutach z uśmiechem na twarzy weszłam do pokoju wiedząc, że on tam będzie na mnie czekał, lecz jedyne co mnie czekało to rozczarowanie. Zastałam pusty pokój.
-Gdzie Harry?! - krzyknęłam mając nadzieje, że William, który jest parę pokoi dalej, usłyszy.
-Wyszedł sekundę temu, powiedział, żebym cię przeprosił i przekazał, że coś pilnego mu wyskoczyło.
Sekundę? Zainteresowało mnie to. Podeszłam do okna, na ulicy Harry przytulał Vanessę po czym weszli do domu.
Coś pilnego.
Czułam się wykorzystana, może to za duże słowo, ale tak było. Od jednej do drugiej, to nawet nie było fair w stosunku do tej francy.
Z samego rana poszłam do restauracji, nie miałam zamiaru czekać, aż przyjdzie Harry, a ja znowu jak posłuszny piesek będę udawała, że mogę być tą 'drugą'.
Założyłam fartuch i pomagałam kelnerkom. Był dość spory ruch, więc umęczyłam się jak na lekcji baletu. Ludzie byli nawet mili.
Znowu podeszłam do pustego już stolika i zaczęłam zbierać talerze.
-Wiedziałem, że cię tu znajdę.
Wyprostowałam się nerwowo. Harry przylazł nawet tu.
-No daleko szukać nie musiałeś. - ignorując to, że przyszedł dalej zbierałam brudne talerze. - Nie mogę rozmawiać z klientami, którzy nie chcą nic zamówić, a tylko zaczepić.
-A jeśli nie jestem klientem?
-To będę musiała cie wyrzucić z lokalu.
-Chcę cię gdzieś zabrać.
-A ja chcę leżeć na plaży niedaleko mojego domu we Włoszech, a co robię? Zbieram brudne gary.
-Co cię ugryzło? - chwycił mój sznurek od fartucha. Rozwiązał go i rzucił na stolik.
-Harry ja pracuję. - mruknęłam.
-To zrobimy ci wolne. Tym razem rozmawiałem z Williamem i nawet z Gordonem. Nic nie powiedzą twojemu tacie. - wciął ode mnie tace i odłożył ją.
Dopiero gdy jechaliśmy ocknęłam się, że nic nie wiem.
-Gdzie jedziemy?
-Zobaczysz.
-E no co ty nie powiesz. - przewróciłam oczami. - Jestem tylko w sukience, nie będzie mi zimno?
-Nie powinno. W razie czego dam ci swój sweter.
Ciągle jechaliśmy, zaczęło się ściemniać, a mój tyłek zdrętwiał.
-Możemy stanąć? Muszę rozprostować nogi.
Bez słowa zjechał na pobocze i wysiedliśmy z auta.
-Dalej będziesz się dąsać? - zapytał podirytowany.
-A ty dalej leciał na dwa fronty? - spojrzałam na niego.
-A ty znowu o niej? - westchnął wkurzony.
-Chce wracać do domu. - wsiadłam z powrotem do samochodu.
-Za późno, jesteśmy w połowie drogi.
CZEEEEŚĆ
jak widzicie pokazałam ich z troszkę innej strony, Scar zaczyna walczyć o swoje, a Harry nie chce przestać się dobrze bawić. A Wam jak się podoba? Dziękuję za komentarze i czekam na nowe. do następnego.
xoxo

Fajny.
OdpowiedzUsuńAleś zakończyła.. hahaha.
dawaj następny.
Super. Dawaj szybciutko następny ;D
OdpowiedzUsuńdawaj nastęny jestem meega ciekawa:D
OdpowiedzUsuń