Co miałam ze sobą zrobić?
Po prostu szłam uliczkami Chicago.
Ludzie wytykali mnie palcami jakbym miała na czole napisane "Sierota".
Co ze mną było nie tak? Co zrobiłam źle? Żeby tak dostawać po tyłku od życia, trzeba było coś nawywijać.
Wtedy bystra ja skojarzyłam fakty, że widocznie ludzie kojarzą mnie ze zdjęć z urodzin Liama, już wyszło, świat wiedział.
Miałam dość ludzi, jak i całej reszty. Postanowiłam, że pójdę do małej knajpy na rogu, zawsze Charlie mnie tak zabierał, jak chcieliśmy być sami.
Otworzyłam drzwi i zabrzmiał dźwięk dzwonka wypełniając całe pomieszczenie. Zapach wszystkich rodzajów herbat i świeżo upieczonej szarlotki wypełnił moje nozdrza. Stoliki i krzesła z ciemnego drewna dodawały tajemniczości, a kolorowe obrazy ikon popkultury rozweselały sale. Na stolikach jak zawsze znajdowały się świeże bukieciki kwiatów.
Usiadłam w samym rogu sali.
Podeszła kelnerka.
-Co podać? - zapytała uprzejmie, a ja podniosłam na nią wzrok. - Maggie?
-Dzień dobry pani Margaret, miło panią znów widzieć. - uśmiechnęłam się.
-Dobre pół roku cię nie widziałam, gdzie się podziewałaś?
-W Londynie. Widzę, że tu się nic nie zmieniło.
-Porozmawiałabym sobie, ale niestety klienci czekają. To co zawsze?
-Dziś tylko herbatę.
Skinęła głową, odeszła i zniknęła za drzwiami do kuchni.
Potrzebowałam ciszy i spokoju, a wiedziałam, że to miejsce mi to zagwarantuje.
Bałam się, że po powrocie do domu dowiem się czegoś gorszego, że mnie podrzucili jak Harrego Pottera, albo znaleźli w koszu.
Czułam się taka obca. Niesprawiedliwie oszukana.
Moi bracia, bądź nie moi, ale jednak żyłam z nimi osiemnaście lat, tak po prostu mnie okłamali, jakby to było coś w stylu "Tak mamo, zaraz posprzątam swój pokój".
-Proszę twoja herbata. - pani Margaret położyła filiżankę z moją ulubioną herbatą i szybko wróciła za bar.
Poczułam wibrację telefonu.
Siedem nieodebranych połączeń od "Harry xx" i jeden sms'
"Maggie martwimy się, odbierz, albo chociaż napisz gdzie jesteś to po ciebie przyjadę."
Odpisałam;
"Nic mi nie jest. Przepraszam, że zostawiłam się samego z moją niby rodziną, jestem na tyle duża żeby wrócić sama. Dziękuję za troskę. xx"
Nagle w lokalu pojawiła się grupa ludzi, poznałam parę ze szkoły starej szkoły, spośród małego tłumu wyłonił się Charlie.
Odwróciłam wzrok. Usłyszałam "Czekajcie, zaraz do was dojdę" z oddali, po chwili chłopak pojawił się obok i usiadł naprzeciwko mnie.
-Cześć Maggie. - uśmiechnął się.
-No hej. - powiedziałam obojętnie, chociaż ucieszyłam się, że go zobaczyłam.
-Dawno cię nie widziałem.
-Byłam... - zaczęłam.
-W Londynie. - dokończył za mnie. - Tak wiem, w sumie chyba wszyscy wiedzą, o tobie i tym Harrym z tego zespołu. Mogłaś zadzwonić czy coś, stęskniłem się.
-Wybacz Charlie, miałam urwanie głowy. - spojrzałam w jego brązowe oczy, to wróciło, te niesamowite wspomnienia, wszystko od pierwszego dnia naszego związku, aż do jego zakończenia. - Przepraszam, że tak to załatwiłam, żadnego wytłumaczenia.
-Ej, ej. - położył swoją dłoń na mojej, a ja głupia nic nie zrobiłam. - Było minęło. Skoro wróciłaś możemy zacząć od początku, będzie tak jak dawniej. - zapewnił.
Na stole zawibrował mój telefon, Harry dzwonił.
Wróciłam na ziemie.
Wzięłam swoją dłoń i odebrałam.
-Maggie w końcu odebrałaś. - ucieszył się Hazza. - Gdzie jesteś?
-Na spacerze. - skłamałam, ale po co?
-Powiedz gdzie konkretnie, przyjadę po ciebie.
-Wrócę sama, potrzebuję jeszcze chwili. Spokojnie znam drogę do domu. Pa. - rozłączyłam się.
-Skoro tak go kochasz to po co kłamiesz? - zapytał Charlie.
-Bo nie chce niepotrzebnych problemów, dość już mam zmartwień. A tak poza tym jutro wracam do Londynu. Przykro mi, ale już nie chce być z tobą. Jestem z Harrym, kocham go, on daję mi szczęście.
Wtedy byłam już stu procentowo, a nawet więcej pewna, że jedyne co nas łączyło to było dziecko, o którym i tak nie wiedział.
-I tak chcesz to zakończyć? - zobaczyłam łzy w jego oczach.
Czyżby dalej mnie kochał? Nawet po tym co mu zrobiłam?
Przez chwilę miałam ochotę po prostu zostać, siedzieć z nim i gadać, jak kiedyś, ale doszło do mnie, że powinnam żyć teraźniejszością, nie wspomnieniami.
-Nie zmuszę się do kochania ciebie. Przepraszam. - wstałam, pocałowałam go w policzek, przy wyjściu jeszcze się zatrzymałam. - Żegnaj. - i wyszłam.
Oficjalnie to zakończyłam, albo po prostu mi się tak na tą chwilę wydawało. Nie chodziło już nawet o to że już go nie kochałam (a tak było), a głównie o to, że nie chciałabym z czystego rozsądku znowu z nim być.
Widok tych szczęśliwych rodzin doprowadzał mnie do szału. Czułam się samotna, już sama nie wiedziałam kim jestem. Ten stan kiedy jesteś niczyja.
Chciałam się dowiedzieć czy ten człowiek w sensie mój tata żyję, czy go znam, kiedykolwiek widziałam na oczy.
To wszystko była wina matki. Ona puściła się, tata ten przybrany umarł przez nią.
Kiedy stanęłam przed domem, nie było mi tak miło jak dzień wcześniej, nie miałam najmniejszej ochoty tak wchodzić. Tydzień temu oddałabym prawie wszystko, żeby spędzić z rodziną chociaż weekend. A wtedy nie dość, że zapewne to nie jest moja rodzina, to po prostu chciałam zniknąć, pęknąć jak bańka mydlana.
Z każdym krokiem wykonanym w kierunku drzwi, mój brzuch razem w głową na czele, chciał eksplodować.
Weszłam po cichu, mając nadzieję, że nikt nie usłyszy, lecz mój plan runął tak szybko jak cała rodzina pojawiła się w przedpokoju, piątka braci, Harry z Darcy na rękach i już trochę trzeźwa mama.
Wzięłam od swojego chłopaka córkę i ich ominęłam traktując jak powietrze.
-Maggie? - podirytowała się mama.
-Czego? - odwróciłam się do nich.
-Chyba należy mi się coś, myślę tu o rozmowie z tobą, chce ci powiedzieć jak było.
-Tobie się należy? Tobie nic się nie należy. Ale porozmawiam z tobą, chce posłuchać jakich bajek mi nawciskasz. - zaśmiałam się.
Mama poszła do swojego biura, do którego nigdy nie pozwalała nam wchodzić, widocznie uczyniła mi ten zaszczyt.
Justin podszedł żeby wziąć ode mnie Darcy, ale ja obeszłam go bokiem i dałam ją Harremu.
Widziałam jak ich to dobijało, raniłam ich, czuli się z tym okropnie, no ale zasłużyli sobie.
Weszłam do pomieszczenia gdzie już czekała mama i zamknęłam drzwi.
-Wiec słucham, co ciekawego chciałabyś mi powiedzieć, żebym nie czuła się tak strasznie, tylko jeszcze gorzej. No proszę, dobij mnie. - uśmiechnęłam się.
-Maggie, pozwól mi wytłumaczyć.
-Ależ proszę bardzo, mamo, bądź nie mamo. - zgrywałam się.
-To było tylko raz, tata wyjechał, miałam dość ciągłego siedzenia przy dzieciach i tak doszło do tego.
-Znam go? Gdzie mieszka?
-Nie znasz go, mieszka niedaleko cioci Lucy, to właśnie jak pojechałam do niej, to go poznałam i tak dalej. Tu masz kartkę z jego danymi. - dała mi świstek papieru, a ja go schowałam do kieszeni od jeansów.
-Czyli tylko ja jestem od innego ojca? - zapytałam, a ona skinęła głową. - Nie wierzę, że to zrobiłaś! Zabiłaś tatę! To przez ciebie od dostał zawału!
-Maggie, proszę cię. To nie moja wina. - udawała skruchę.
-Mogłaś się nie puszczać na prawo i lewo z byle kim! Mógł by żyć! - wykrzyczałam jej to prosto w twarz.
Nie pohamowała emocji, uderzyła mnie w policzek. Od razu zrobiło mi się w niego ciepło.
-Nie masz prawa mnie osądzać. - szeptała.
-Właśnie, że mam. Nienawidzę cię. Za całe moje życie, które mi psułaś. Bądź tego świadoma. Jesteście siebie warci, ty i TWOI synowie. Jutro z rana wyjeżdżam i moja noga więcej tu nie postanie! - odwróciłam się i chwyciłam za klamkę. - A i zapamiętaj sobie, nie masz już córki. - Wyszłam.
Łzy mi leciały, jak najszybciej próbowałam je wytrzeć rękawem od swetra.
Otworzyli buzię, żeby coś powiedzieć.
-Nic nie mówcie, nie chce was słuchać, jutro wyjeżdżam, na tym wasza historyjka z zakłamanymi kochanymi braciszkami się kończy. Nie chcę was znać. Byle, że macie jeszcze coś ciekawego, czym chcecie mnie zaskoczyć. - milczeli. - Tak? To super, w takim razie żegnam. - poszłam do siebie do pokoju, gdzie siedział Harry usypiający Darcy.
Jak zobaczył, że przyszłam włożył ją do kojca, podszedł i mnie przytulił.
-Harry ja... - rozpłakałam się.
-Ciiii. - pocałował mnie w czoło.
Położyliśmy się na łóżku, z nim cisza była ciekawsza niż rozmowa z kimkolwiek. Powiedziałam mu nawet o spotkaniu z Charliem, był trochę zły, że go okłamałam, ale mi wybaczył.
CZEEEEEEEŚĆ
rozdział taki jakiś nie wiem, w następnym kolejna niespodzianka, mam nadzieje że was nie zanudzam
piszcie komentarze BŁAAAAAAGAAAAAAM
dziękuje za reakcje, komentarze i wszystko, dziekuje za WAS
xoxo
do następnego
ghhh szkoda mi jej :( ale zdziwiłaś mnie z tymi braćmi... w sumie to sądziłam, że się z nimi dogada:))
OdpowiedzUsuńfajnie piszesz
wowowowowow!! zawroty akcji. świetne. nagle zaczęłaś pisać.. jak inny człowiek. mówię na serio. po prostu czuje. czyta się to znacznie inaczej. tak samo jak ta dziewczyna od samemistakesstory!!
OdpowiedzUsuńkochaaaam toooo♥