*HARRY*
Wszedłem do domu. Wszyscy siedzieli w salonie. Stanąłem w progu, ich wzroki podniosły się na mnie i zamilkli.
-Louis jak mogłeś?-Powtórzyłem to pytanie w tym dniu chyba po raz czwarty. Wszedłem trochę głębiej. Patrzyli na mnie zdezorientowani.-Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi, wiedziałeś, że mi na niej zależy, bo z tobą o niej rozmawiałem, w sumie jak o wszystkim innym. Ja głupi wierzyłem w naszą przyjaźń.
-Ale ja jestem twoim przyjacielem.-Odezwał się Louis.
-Nie masz prawa się tak nazywać. Gdybyś nim był chciałbyś mojego szczęścia. A reszta też nie jest bez winy. Wszyscy wiedzieliście. Nie wierzę, że mi to zrobiliście. Ufałem wam.-Jak najszybciej poszedłem do siebie.
Kompletnie nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić.
Położyłem się na łóżku. Nie minęło pięć minut, a usłyszałem pukanie do drzwi.
-Kto tam?-Zapytałem.
-Niall.
-Nie chce mi się z wami gadać.
-Harry, bo się stąd nie ruszę.
-Niall tu przecież tu mieszkasz.-Umilkł. Zrobiło mi się go żal. Wysłali go, bo wiedzieli, że go wpuszczę. A kto by go nie wpuścił?-Dobra wejdź.-Dodałem po chwili.
W progu ukazał się blondyn. Po chwili usiadł koło mnie.
-Harry przepraszamy, na naszym miejscu zrobiłbyś to samo.
-No możliwe.
-Więc wszystko między nami okej?
Nie mogłem patrzeć na jego smutny wyraz twarzy.
-Okej.
Niall natychmiast się uśmiechnął.
-To może zejdziesz do nas na dół?
-Nie mam nastroju. Ale dzięki za chęci.-Wymusiłem uśmiech.
-No to ja cię zostawię samego.
Wstał i wyszedł.
Leżałem i patrzyłem w sufit. Koło dziewiętnastej zorientowałem się ile czasu zmarnowałem na głupie leżenie.
Usłyszałem pukanie . Drzwi uchyliły się, Eleanor stanęła w progu.
-Mogę?-Zapytała.
-Jasne.
-Przyniosłam ci kolację. Pomyślałam, że masz trochę kiepski humor i wolisz zjeść u siebie-Usiadła i podała mi talerz ze spaghetti.
-Dobrze, że chociaż jedna osoba w tym domu myśli.
Wziąłem od El talerz i zacząłem jeść.
-Powinieneś jej wybaczyć...-Zaczęła.
-Eleanor proszę.-Przerwałem jej.-Nie potrafię. To mnie przerasta.
-Zrobisz jak będziesz chciał. Ale zawsze będziesz moim braciszkiem.-Przytuliła mnie.-Pomyśl nad tym. Życie jest za krótkie żeby marnować go na fochy.
*MAGGIE*
Usłyszałam pukanie.
-Kto tam?
-Freddie. Mogę wejść?
-Jak chcesz.
Wszedł u usiadł koło mnie na łóżku.
-Canzie co się stało?
Nic nie odpowiedziałam.
Wyszłam spod kołdry i do przytuliłam.
Pocałował mnie we włosy. Dłońmi sunął po moich plecach.
-Już dobrze. Już wszystko będzie dobrze. Jestem przy tobie. Obiecuję, że już nigdy cię nie zostawię.
Po chwili położyliśmy się.
Wtulona w niego zasnęłam.
Rankiem wstałam, Freddie jeszcze spał, zeszłam do kuchni gdzie był Justin i Darcy.
-Przepraszam, że zostawiłam ci ją na głowię, zachowałam się jak nieodpowiedzialna gówniara.-Wzięłam Darcy na ręce. Nakarmiłam i usiadłam przy stole.
Przyszedł Freddie.
-Mam propozycję. Dziś jest impreza u mojego kumpla. Pójdź ze mną.
-Nie mam ochoty i nastroju.-Podprowadziłam go pod drzwi.
-Nie możesz cały czas siedzieć w domu. Powinnaś o nim zapomnieć. A jak ci się nie spodoba, będziemy w każdej chwili mogli wrócić.
-Może to dobry pomysł.
-Będę o dwudziestej.
-Okej, pa.-Zamknęłam za nim drzwi.
Wróciłam do kuchni, a potem cały dzień przesiedziałam w ogrodzie z Darcy.
Ubrałam granatową krótką sukienkę, zrobiło się trochę zimno więc nałożyłam na siebie beżowy.
Punkt dwudziesta wyszłam z Freddiem.
Dom jego kolegi był dość duży. Pełno ludzi, dymu z papierosów i oddechów pijanych ludzi.
Poznałam jego przyjaciół. Bardzo w porządku ludzie.
Piłam bez umiaru, co miałam w rękach. Ocknęłam się w łazience. Nawet trzeźwa. Powoli wstałam, wszędzie leżeli pijani ludzie. Znalazłam swoją torebkę i płaszcz.
Wyładowany telefon, świetnie.
Szukałam Freddiego.
Jakby rozpłynął się w powietrzu. Byłam zła, że mnie zostawił samą w obcym domu i z obcymi ludźmi.
Zegar wskazywał trzecią nad ranem.
Ubrałam płaszcz i wyszłam.
Jedyne miejsce, które przyszło mi na myśł, w które mogłam się udać, to park gdzie peirwszy raz spotkałam Harrego.
Trochę się bałam iść w nocy, ale było więcej takich jak ja.
Ciągle miałam przed oczami smutną twarz Harrego.
Po dwudziestu minutach byłam w parku.
Na ławce w miejscu naszego pierwszego spotkania siedziała jakaś osoba.
Chłopak.
Brąz loki.
HARRY.
Zrobiło mi się gorąco. Pojawiła się taka malutka iskierka nadziei, że on jednak kiedyś mi wybaczy. Kiedyś.
Usiadłam obok niego. Nawet nie spojrzał. Wiedziałam co powinnam powiedzieć. To co czułam.
-Kocham się.-Przerwałam ciszę.
On splótł nasze palce.
-Ja ciebie też.-Powiedział.
Spojrzałam na niego, a on na mnie.
-Harry przepraszam.
-Nie przepraszaj.-Przytulił mnie.-Jak powiedziała jedna osoba; "Życie jest za krótkie, żeby marnować go na fochy".-Pocałował mnie niezwykle czule.
-Co tu się dzieje?
Puściliśmy się i popatrzyliśmy na postać stojącą przed nami.
Był to policjant, nawet młody, z wąsami.
Świecił nam po oczach.
-Siedzimy sobie najzwyczajniej w parku, a co nie widać?-Odezwał się Harry.
-No nie wydaje mi się. Przed czwartą nad ranem? A na dodatek wyczuwam alkohol. Proszę dowody.
Harry wyciągnął swój i dał go funkcjonariuszowi. Ten popatrzył i mu oddał.
Moje poszukiwania trochę zajęły. Znalazłam w torebce portfel i wyciągnęłam z niego dowód.
Podałam do mężczyźnie. Zrobił to samo co z Harrym.
-Pan może iść, a pani pojedzie ze mną.-Chwycił mnie za rękę i wstałam.
-Ale proszę mnie puścić. Nigdzie nie jadę. Chyba mam jakieś prawa.
-Owszem, ale osiemnaście lat skończy pani za piętnaście dni. Więc niech się pani ruszy albo użyję siły.
-Halo.-Harry stanął pomiędzy nami, do mnie tyłem, że policjant nie mógł mi nic zrobić.-Może da się to jakoś inaczej załatwić.
-Niech się pan odsunie. Bo pana też weźmiemy.
-Harry ja już pójdę z tym oblechem, a ty jedź do mnie, powiedz moim braciom, że wyjechałam coś załatwić i że nie będzie mnie parę dni.
-Świetne kłamstwo.-Przerwał mi policjant.
-Zamknij się i nie przerywaj mi cwelu.
-Do zarzutów dostanie pani jeszcze obrażanie funkcjonariusza.
-A goń się.
-Nie zostawię cię.-Harry chwycił mnie za rękę.
-Harry idź już.
Policjant zakuł mnie w kajdanki jak psychopatę i poprowadził do radiowozu.
Witam ♥
dłuższy niż zwykle
dziękuj za komentarze, zawsze jak je czytam to uśmiech pojawia mi się na twarzy, bardzo dużo to dla mnie znaczy, więc dalej do tego zachęcam
Follow me on twitter : @AliceLuberda
jak są jakieś pytania, sugestie lub coś takiego to prosze na tt
do nastęonego
xoxo
świetny.
OdpowiedzUsuńAkcja na końcu jest mega. No i wiedziałam że harry jej wybaczy. Tak jest zawsze :D czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńostry koniec, luubię to !
OdpowiedzUsuńu mnie 31, zapraszam ;)
OdpowiedzUsuńwww.paradise-with-you.blogspot.com
Jezuu, od dziś zaczynam czytać twojego bloga jest świetny ! x Dobrze że Harry jej wybaczył ♥ Ale co będzie z nią teraz jak policja ją zabrała :c . Czekam na następny mam nadzieję że będzie szybko ;)
OdpowiedzUsuń