piątek, 29 listopada 2013

ROZDZIAŁ 40

-Nie uważasz, że to żenujące? On jest u swojej byłej, a ty zamiast o niego walczyć pijesz wódkę, grasz na fortepianie i użalasz się nad sobą. - Louis wszedł do mojego pokoju. - O w końcu poszłaś na zakupy, tylko chyba miałaś kupić jedzenie.
-Kupiłam. - mruknęłam. - Skąd się tu wziąłeś?
-Wpadłem przez komin. - westchnął. - Weź się w garść Scarlett.
-Powinieneś odpoczywać, a nie łazić po znajomych.
-No fakt, mieszkamy od siebie parę kroków, zdecydowanie ktoś powinien mnie podwieźć. - usiadł obok mnie przy fortepianie.
-A co mam zrobić? Poczekam tutaj, aż sobie przypomni, że ma dziewczynę.
W sumie było nijako, na początku czułam się koszmarnie, poszłam na zakupy i na chwilkę się czymś zajęłam. Wróciłam do domu i zaczęłam pić, wszystko zniknęło i o to mi chodziło. Ale nie przewidziałam wizyty Louisa.
-Przecież tak nie może być. Zrób coś.
-A jeśli ona faktycznie nie daje sobie rady sama? - położyłam głowę na jego ramieniu.
-Ma tą niby przyjaciółkę, poza tym ciąża to nie jest wyrok śmierci, ani choroba, która ją wyniszcza.
W sumie miał racje, ale Harry nie chciał mnie słuchać w tych sprawach. Nic nie mogłam zdziałać. Nie można mu było przemówić to rozumu, zawsze wiedział lepiej, mimo, że wszyscy próbowali udowodnić, że jest w błędzie.Taki był Harry. Nie chciałam go zmieniać, w końcu to taki Harry mnie ujął i zrobił na mnie wrażenie. 
Czasami miałam wrażenie, że jest zbyt dobry, a ludzie to nadużywali, przez co on odsuwał swoje potrzeby i życie na dalszy tor. I ja również zostawałam odsuwana, albo mogłam się z tym pogodzić, albo z tym skończyć. A tego już nie potrafiłam, za dużo dla mnie znaczył, potrafiłam poświęcić wszystko, żeby spędzić z nim nawet te głupie pięć minut dziennie.
Rozmyślając stwierdziłam, że dla mnie też był zbyt dobry w paru sprawach, gdyby nie jego cierpliwość nie bylibyśmy ze sobą.
-Scarlett! Słuchasz mnie? - Louis mnie szturchnął łokciem.
-Co? Tak. Jasne, że słucham. - otrząsnęłam się.
-Telefon ci dzwoni. - wskazał na szafkę gdzie był mój telefon i obecnie wibrował.
-Halo. - odbierając zobaczyłam na wyświetlaczu, że Harry dzwonił.
-Jesteś w domu? Dojeżdżam do osiedla.
-Wow. Łaskawca chce się spotkać. - zaśmiałam się. - Czuję się zaszczycona.
Lou skarcił mnie wzrokiem i postanowiłam przystopować.
Minutę wcześniej myślałam nad tym jaki jest dla mnie miły, że powinnam się trochę uspokoić z tymi szczeniackimi sytuacjami, a właśnie robiłam to samo.
-Jesteś pijana? - jego głos stał się nerwowy.
I wtedy już wiedziałam, że nie będzie za miło.
-Ja? Nie. Oszalałeś?
Nie mogłam przestać chichotać i to mnie wydało, to było oczywiste, że Harry zrobi mi o to wojnę.
Chyba chciałam żeby był zły. Cokolwiek. Żeby się przejął. Żebym to w końcu ja była tematem jego przemyśleń.
-Z kim jesteś? Obiecaliśmy sobie... - zaczął krzyczeć na jakąś kobietę, która wbiegła mu przed samochód. - Co za ludzie. - westchnął. - A wracając do ciebie. Z kim pijesz?
-Sama. - nie chciałam wkopać Louisa, jeszcze jemu by się dostało przeze mnie, a po co? Poza tym on wcale nie pił, dotrzymywał mi towarzystwa.
-Kłamiesz. Nawet kiedy rozmawiamy przez telefon wiem, że kłamiesz.
-O co ci chodzi? Ty chodzisz do niej, a ja chce sama spędzać dnie.
Bzdura. Największa na świecie.
-Powiedziałaś...
-A co miałam powiedzieć?! Pomyśl Harry. - przyłożyłam rękę do czoła. - Do jutra. - rozłączyłam się.
Stwierdziłam, że do jutra. Gdybym tego nie powiedziała, nie dałby mi spokoju, a tak go trochę uspokoiłam, dając nadzieje, że odezwę się wieczorem, w celu umówienia się na następny dzień.
-Co za dupek. - westchnęłam i opadłam na łóżko.
-Miałaś o niego walczyć, a nie jeszcze bardziej was skłócać. - wstał. - Wiesz, że jak wytrzeźwiejesz to będziesz tego żałować.
Miałam ochotę zaprzeczyć i go wyśmiać, ale niestety miał rację.
-Muszę iść. Lepiej, żebym go pilnował. Jak chcesz to powiem Niallowi, żeby przy...
-Nie. - przerwałam mu. - Jest okej. Dzięki, że wpadłeś.
-Weź prysznic i się prześpij, to gówno szybciej z ciebie wyparuje. I najlepiej z nikim nie gadaj przez najbliższe pięć godzin. - podszedł i pocałował mnie w czubek głowy. - Trzymaj się mała.
Zasnęłam w salonie przed telewizorem, w środku nocy wrócił William i położył się obok mnie. Byłam już trzeźwa i wypoczęta, ale to nie zmieniło mojego złego humoru. Sama nie wiedziałam co mam myśleć. To wszystko było jakieś chore. Bycie z nim mnie niszczyło, ale kiedy go nie było obok umierałam z samotności.
Will mi poradził, żebym po prostu poszła do Harrego i z nim porozmawiała, na spokojnie, bez krzyków i wypominania.
Zwlekliśmy się z łóżka dopiero po południu. Nawet zrobiłam śniadanie, mimo tego, że nie miałam apetytu zjadłam z przyjemnością. 
Przebywanie z przyrodnim bratem sprawiało mi przyjemność, zdziwiło mnie to. Zawsze takie relacje są dość napięte i ludzie wolą być od siebie jak najdalej. William i tak za często w tym czasie w domu nie bywał.
Brata już straciłam, siostra została we Włoszech, tata był na wakacjach... Dopiero wtedy zaczęłam doceniać to, że mam przyrodnie rodzeństwo.
Naszą długą rozmowę przerwał telefon. Louis powiedział, że mamy problem i muszę przyjść, a jeśli nie, ktoś może ucierpieć po powrocie Zayna.
Nawet nie myślałam, szybko włożyłam trampki na stopy i wybiegłam. Nie zdążyłam zapukać, a Lou już stał w progu.
-O co chodzi?
-Harry wkurzył się o to, że Perrie cię rozpija i przez nią robisz robisz się nieznośna.
-Dobra Lou. Zrozumiałam. - przerwałam mu, nie chciałam tego słuchać, a wiedziałam, że lista jest długa. - Co było dalej?
-Na początku Zayn był spokojny i mówił, że Pezz do niczego cię nie zmuszała, ale jak zwykle Harry wie swoje. Zaczęli wyciągać swoje brudy i Zayn nie wytrzymał.
Złość rosła we mnie z sekundy na sekundę. Jak on mógł tak zrobić? Po co?
Gdybym nie chciała to bym nic nie robiła. W większości sytuacji to właśnie ja namawiałam Perrie.
Wyminęłam Tomlinsona i ruszyłam do pokoju Hazzy.
Zastanawiałam się jak mu to wygarnąć, od czego zacząć i jakich użyć słów.
-Po co ci to? Jestem już dużą dziewczynką i umiem o siebie zadbać. I jeszcze pokłóciłeś się z Zaynem. Ty chyba oszalałeś. - westchnęłam.
Stał w szoku, po chwili zrozumiał o co chodzi.
-Ona tobą manipuluje. Nie widzisz tego? Nie przepada za mną i nie chce żebyśmy byli razem.
-Słucham? Nie rozśmieszaj mnie. A Vanessa niby tobą nie manipuluje? Wykorzystuje to, że jesteś jaki jesteś, żeby zrobić mi na złość.
Na jego twarzy pojawił się lekki smutek, chyba powiedziałam za dużo.
-Ona po prostu...
-Harry... - podeszłam bliżej. - Nie chce żebyś cierpiał, z jakiegokolwiek powodu, a właśnie ona jest takim powodem. Zaufaj mi.
Zapadła cisza. Żadne z nas nie wiedziało co teraz wywlec i o co się tym razem pokłócić.
-Dzisiaj zrobimy kolacje. A ty przeprosisz Zayna i Perrie. - powiedziałam stanowczo.
-Słucham? - prychnął.
Co za bezczelny dupek. Czemu mnie tak do niego ciągnie?
-Właśnie to co powiedziałam. Po mnie sobie krzycz, ja się zrewanżuję, ale ich w to nie wciągaj. Zayn to twój przyjaciel, na prawdę chcesz doprowadzić do tego, że będziecie się mijać w korytarzu bez słowa? A Perrie to jego dziewczyna i powinieneś szanować ją tak jak oni szanują mnie.
Byłam z siebie dumna. Nie krzyknęłam i nawet nie użyłam brzydkiego słowa, to by go nakręciło i uznałby to za zaczepkę co znowu skończyłoby się awanturą. Powiedziałam spokojnie i zrozumiale. Nie prosiłam, tylko zakomunikowałam.
-I nie chce słyszeć żadnego ale. Przemyśl jeszcze sobie to wszystko. A ja pójdę do domu, a potem do Gordona po jedzenie. - chwyciłam za klamkę.
-Nie. Zostań. Proszę. - szepnął.
-Ponoć jestem nieznośna. - nadal stałam do niego tyłem, jakbym zobaczyła jego minę na pewno bym zmiękła i się poddała.
Słyszałam jego kroki w moją stronę, kiedy ucichły poczułam jego dłonie na moich biodrach. Zaczął składać krótkie i czułe pocałunki na mojej szyi.
-Dobrze wiesz, że nie miałem tego na myśli. 





do następnego
xoxo

   

niedziela, 10 listopada 2013

ROZDZIAŁ 39

-Co ty tu robisz?
-O to samo mógłbym zapytać ciebie. - uśmiechnął się.
Poczułam kogoś przy sobie, wystarczająco blisko żeby stwierdzić, że to Harry.
-Aaa. Już wiem. - Sam odchrząknął i tępo spojrzał w ścianę.
-Nie było cię i się martwiłem.
Harry ledwo stał na nogach, samym zapachem alkoholu z jego ust można było się upić.
-Daj spokój. To tylko parę minut.
Chciałam, żeby jak najszybciej wyszedł i nie skompromitował się przy ludziach.
-Gemma? - zauważył siostrę. - Czemu nie przyszłaś do nas? Poznałaś już Scarlett? Jest cudowna, opiekuje się mną i jest bardzo...
Domyśliłam się co chciał powiedzieć, mało, że robił z siebie idiotę to zrobił by też ze mnie.
-Dosyć. Wychodzimy. - objęłam go, żeby się nie przewrócił.
-Może ci pomóc? - spytał Sam.
-Poradzę sobie, ale dzięki. - mimo całej sytuacji uśmiechnęłam się.
-Spotkamy się jeszcze kiedyś? - odgarnął włosy z czoła.
-Jasne. - wzruszyłam ramionami. - Masz mój numer. A teraz wybacz, ale muszę iść.
-Tylko się przywitam i zaraz do was przyjdę. Przyjechaliście samochodem Harrego?
Tylko skinęłam głową i szybko wyszłam ciągnąc go za sobą. Musiałam wepchnąć go siłą na tylne siedzenia, bo uparcie twierdził, że będzie prowadził.
Zdyszana usiadłam koło niego.
-Jak się czujesz?
W odpowiedzi wymruczał coś kompletnie niezrozumiałego i położył głowę na moich udach.
-Gemma zaraz przyjdzie i odwiezie nas do domu. - zaczęłam gładzić go po włosach.
Gemma przyszła, nic nie mówiąc odpaliła silnik i ruszyła.
Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i położyć go do spania.
Zaparkowała pod moim domem i pomogła mi go wnieść do środka.
-Dzięki za pomoc. - starałam się zepchnąć zmęczenie z mojej twarzy i się uśmiechnąć, ale raczej mi to nie wyszło.
-Nie ma za co. - pomachała mi stojąc już na ulicy. - Jak się jutro obudzi to mu powiedz, że niedługo wpadnę.
Jak wróciłam do swojego pokoju, Harry był rozłożony na całym łóżku i musiałam pójść do pokoju gościnnego. Byłam tak padnięta, że nawet nie wiem kiedy usnęłam.

Zwlekając się z łóżka zobaczyłam południe na zegarku, niby spałam długo, ale wcale nie czułam się wypoczęta, wręcz przeciwnie, jakbym wróciła z czterdziestoletniej wojny.
W drodze do kuchni zdążyłam potknąć się o własne nogi setki razy. Byłam cholernie wyczerpana, a przecież nie robiłam nic takiego.
Napiłam się resztki wody, która została jeszcze z poprzednich zakupów. W szafkach kompletne pustki, to chyba miało mi przypomnieć, że czas na zakupy.
Ale bałam się zostawić samego Harrego w domu. Odłożyłam to na później.
Nie chcąc go obudzić wzięłam prysznic w łazience na dole. Niestety musiałam się w coś ubrać, w tym celu poszłam do swojego pokoju i zastałam Harrego siedzącego na łóżku.
-Nie wiedziałam, że już nie śpisz. Mogłeś zejść na dół czy coś. - podeszłam do szafy.
-Przepraszam za wczoraj, powinienem od razu im powiedzieć. - podszedł do mnie i pocałował w policzek.
-Jest okej. - wzruszyłam ramionami. - Idź wziąć prysznic.
-Ale... - chwycił za mój ręcznik.
-Harry! - uderzyłam go w rękę. - Idź już. - ponagliłam.
W końcu poszedł do łazienki, a ja w spokoju mogłam się ubrać.
Zapowiadał się słoneczny dzień więc ubrałam spodenki i podkoszulkę.
Myślałam, że skoczę po coś do Gordona, żebyśmy nie popadali z głodu. Wychodząc z pokoju usłyszałam, że Harry dostał smsa. Podeszłam do drzwi i mu to powiedziałam, ale mnie nie usłyszał.
Kolejny sms i następny, potem dwa. Korciło mnie żeby zobaczyć. Podobno nie mieliśmy przed sobą tajemnic.
Podniosłam mego iphon'a z podłogi i odblokowałam. Walczyłam ze sobą, żeby nie popatrzyć, jednak ciekawość wygrała.
Sześć nieodebranych wiadomości od Vanessy.
W sumie mnie do zaskoczyło. Przecież skończyli ze sobą, miał jej tylko pomagać od czasu do czasu, a nie wydawało mi się, że pisał jej jak ma się odżywiać i co może robić podczas ciąży.
Pytała kiedy przyjedzie po nią... Ale gdzie? Po co? Że jak?
Z wcześniejszych wiadomości wynikało, że obiecał jej swoją obecność na wizycie u lekarza. Pisał z nią dzień wcześniej, kiedy ja szykowałam się na imprezę i starałam się zwrócić jego uwagę na mnie, a nie na telefonie... Chodziło o nią... Mogłam się domyślić.
Czemu zawsze kiedy komuś zaczyna się powodzić i w życiu układać musi się pojawić taki rzep?
Mieliśmy ten dzień spędzić razem. Tylko ja i On. Odcięci od świata i tej idiotki.
Chciała żebyśmy się rozstali, zaczynając od takich wspólnych wizyt. Wiedziała, że będę zazdrosna.
Wyszedł z łazienki umyty i ubrany w świeże ubrania, które przyniósł poprzedniego dnia, a krople wody wciąż spływały z jego włosów. Uśmiechnął się i podszedł wyraźnie zdziwiony moim wyrazem twarzy.
-Co to za mina? Mieliśmy spędzić razem dzień. I nie przejmować się pierdołami. - objął mnie delikatnie.
-No to chyba nie spędzimy. - wzięłam jego dłoń i położyłam na niej jego telefon. - Weź swoje rzeczy i możesz iść. - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.

-Ale o co ci chodzi? Przecież...
-Zobacz na swój telefon i nie udawaj. 
Zmarszczył czoło i spojrzał na wyświetlacz. Widząc wiadomości od swojej byłej przyłożył dłoń do czoła.
-Wiem nie powinnam patrzyć na twój telefon, ale... - westchnęłam. - Gdybym nie przeczytała, co byś mi powiedział?
-Scarlett wiesz, że ona nie ma z kim pójść...
-To co? Nogi jej odjebało? - podniosłam głos. - Robi wszystko żeby cię ode mnie oddalić. Nie widzisz tego?
-Nie jest taka podła. Daj spokój. - położył dłoń na moim ramieniu.
-Umawiając się z nią wiedziałeś, że mamy spędzić razem dzień. - odsunęłam się. - A co z jej przyjaciółką?
-Postaraj się mnie zrozumieć. Nikt nie ma czasu z nią pójść.
-Ty też nie masz. Zmieniasz plany żeby się z nią spotkać.
-Musisz być tak bardzo zazdrosna?
-A ty musisz dawać mi do zrozumienia, że dalej coś do niej czujesz i w dalszym ciągu jest ważniejsza ode mnie?!
Ta okropna cisza, która nastała wbijała mi się w brzuch. Rozsadzało mnie od środka.
-Jedź. Będzie czekać na ciebie już na miejscu. Zamówić ci taksówkę? Chyba nie jesteś jeszcze w stanie prowadzić po tym jak opijałeś jej dziecko. I możesz podziękować siostrze, za to że cię przywiozła do domu. Pewnie tego nie pamiętasz bo tak się schlałeś.
Powiedziałam wszystko co przyszło mi do głowy i wcale nie było mi przykro.
-Musisz być taka..? - spuścił wzrok.
-Jaka? Huh? Mam dość jej w moim życiu... W naszym życiu...
Złość zniknęła, pojawił się smutek i ogromny żal do człowieka, który postanowił ukraść mi chłopaka.
Nie odezwał się słowem. Zbliżył się i mocno mnie przytulił, lekko ucałował czubek mojej głowy i splótł nasze palce.
-Powinieneś już iść. - szepnęłam. - Ktoś musi tam z nią być.
Robiłam wszystko, żeby nie uronić nawet łezki.
-Jeśli chcesz to zostanę. Mogę do niej zadzwonić i powiedzieć, że nie mogę przyjechać.
Tak. Błagam. Zostań ze mną i nie pozwól mi siedzieć i przepłakać reszty dnia. Niech zostanie sama tak jak ja, niech tym razem ona poczuję się opuszczona. A my będziemy leżeć, rozmawiać, śmiać się i kochać.
-Jedź. - mruknęłam pod nosem.
Głupi, niedomyślny Harry, o którym nie potrafiłam przestać myśleć i postawiłam go na pierwszym miejscu po prostu wziął swoje rzeczy i wyszedł.





witam.
uhhh. jeden komentarz... czy jest warto pisać to opowiadanie?
xoxo