Otworzyła mi ciocia, ucieszyła się, Darcy była w kuchni, odłożyłam torbę i się do niej przytuliłam.
Pogadałam z ciocią chwilkę i poszłam położyć Darcy spać, a po paru minutach sama zasnęłam. Malutka spała spokojnie, lecz z samego ranka mnie obudziła, umyłam ją i nakarmiłam.
Po południu postanowiłam, że pójdę z nią na spacer, 'zapakowałam' ją do wózka i wyszłam z domu. Gdy przechodziłam przez ogródek, zobaczyłam dziewczynę, trochę ciemną blondynkę, szczupła i modnie ubrana, podcinała żywopłot, który dzielił nasze podwórka.
-Hej, jestem Taylor.-Wystawiła do mnie rękę.
-A ja Maggie.-Podałam jej dłoń.
-Wprowadziłaś się?
-Tak, razem z moją córką.
-To twoja córka?
-No tak, Darcy, wiem jestem młoda i tak dalej, ale do dłuższa historia.
Jeszcze chwilę rozmawiałyśmy, opowiadałam jej jak jest w Chicago, obiecałam jej że kiedyś ją tam wezmę.
W końcu ruszyłam na ten spacer, chwilę spacerowałyśmy, park był przepiękny, otaczająca przyroda tętniła życiem, trochę wózek mnie ograniczał, ale było w porządku.
Zrobiła się trochę chłodniej, położyłam torebkę na wózku. przykryłam Darcy kocykiem, niechcący popchnęłam łokciem torebkę, spadła na ziemie i wszystko z niej wypadło.
Schyliłam się, zobaczyłam że ktoś również to robi i pomaga mi pozbierać rzeczy.
-Cześć.-Uśmiechnął się zielonooki brunet.
-Dziękuje.-Wstałam, on tak samo.
Był przeuroczy i przystojny, nie wiedząc czemu zrobiłam kolejny błąd mówiąc:
-Muszę lecieć.-Uśmiechnęłam się, zakręciłam wózkiem w przeciwną stronę i poszłam.
-Poczekaj!-Krzyczał, lecz ja nawet się nie odwróciłam.
W pośpiechu wróciłam do domu, cioci nie było, poszła do pracy, położyłam Darcy spać, oczka same się jej zamykały.
Pod wieczór zadzwoniłam do braci na skype'ie.
-No hej siostrzyczko, jak żyjesz?-Pierwszy odezwał się Luca.
-A nawet dobrze, mimo że minął dzień, to brakuje mi was.
-Nam ciebie też, Justin mówił, że głupio mu się śpi samemu w pokoju.-Zaśmiał się James.
-Zamknij się.-Justin się zarumienił.
-Chciałabym być teraz z wami, no ale Darcy.
-Maggie zapomniałaś o pieniądzach.-Powiedział Joe.
-Faktycznie, o czym ja myślę, co ze mnie za matka.-Walnęłam się dłonią w czoło.
-Podaj numer swojego konta to ci przelejemy.
-Okej, mam w swoim notesie, w torbie.
-Ach, no tak ten twój ważny notes.-Zaśmiali się.
Wzięłam do ręki torbę, grzebałam w niej bez efektu, olśniło mnie, musiał mi wypaść, gdy torebka wypadła mi z wózka i gdy spotkałam tego chłopaka.
Tam były ważne numery, adresy, numery kont bankowych i notatki.
Podeszłam do laptopa.
-Zgubiłam mój notes.-Schowałam twarz w dłoniach.
-Mag, to tylko głupi notes.-Pocieszał mnie Luca.
-Muszę go odzyskać.
Porozmawiałam z nimi jeszcze około dwóch godzin.
Ciocia wróciła z pracy, zjadłyśmy wspólnie kolacje, kolejne noce dla Darcy były niespokojne, nie spałam, piłam po trzy kawy na noc, by mieć choć trochę energii.
Cztery dni od zgubienia, postanowiłam że przejdę się do parku, zobaczyć czy ten chłopak może zostawił go, bądź sam też przyjdzie.
Zostawiłam Darcy pod opieką cioci, w pośpiechu droga nie zajęła długo.
Przeszłam parę metrów, ale go nie widziała, podbiegłam pod fontannę, lecz dalej nic.
Z bezradności usiadłam na ławce, po trzydziestu minutach zdecydowałam się wrócić do domu.
Zmarnowana wróciłam do domu, przed furtką spotkałam Taylor, miło nam się rozmawiało, bardzo ją polubiłam.
Po krótkiej konwersacji obie ruszyłyśmy w swoją stronę, otworzyłam drzwi, zdjęłam buty, z kuchni wyszła ciocia.
-Maggie, kochanie masz gościa.
-Ja?-Zdziwiłam się.
-Czeka w salonie.
Popatrzyłam na nią, na co ona tylko wzruszyła ramionami i zniknęła z mojego pola widzenia.
Weszłam do salonu i zobaczyłam tylko tą brązową czuprynę. Wstał z kanapy i odwrócił się do mnie, był to ten sam chłopak, który pomógł mi zbierać rzeczy, gdy torebka mi upadła. Trzymał w ręku mój dziennik.
*No w końcu w czwartym rozdziale pojawił się nasz loczek : )
**bardzo dziękuje za komentarze i opinie oraz członków
***licze na was i na wasze komentarze
****Follow me on twitter : @AliceLuberda
niedziela, 27 maja 2012
wtorek, 22 maja 2012
03. "O wszystkim wiedzieliście?"
Co dzień pielęgniarka przychodziła z moją córką, która nie mogła spać u mnie w sali, na początku nie miałam pokarmu, czułam się z tym okropnie, że nie mogłam nakarmić swojego dziecka, lecz z czasem i to się udało, okazało się także, że Darcy ma brązowe oczy po Charlie'm.
Tak jak wcześniej uprzedzał lekarz wyszłam po pięciu dniach. Wyglądałam chudziej niż przed ciążą.
Przyjechał po mnie Jason reszta była zajęta, włożyłam córkę do nosidełka, dałam bratu torbę, pożegnałam się z pielęgniarkami i lekarzami, po czym opuściliśmy szpital.
Gdy Jason zaparkował pod domem poczułam dziwną, ale przyjemną ulgę. W domu powitała mnie cała rodzina, łącznie z mamą co mnie zdziwiło.
Wszyscy zachwycali się Darcy, ja powoli robiłam się zmęczona.
-Wybaczcie, ale jestem zmęczona, i Darcy też, więc myślę że lepiej będzie jak położymy się obie spać.-Powiedziałam do wszystkich zebranych po czym wzięłam córkę na ręce i poszłam na piętro, już chciałam wejść do pokoju Justina, lecz przypomniałam sobie że już mam gotowy pokój.
Otwarłam drzwi i po prostu zamarłam, zabrakło mi oddechu, był piękny, cały niebieski, a meble białe, nawet była toaletka, troszkę dalej od mojego łóżka znajdowało się łóżeczko dla Darcy a po lewej kołyska i oczywiście pełno zabawek.
Prawie padałam na twarz ze zmęczenia, podczas gdy usypiałam córkę do pokoju weszła mama, lecz poprosiłam ją by wyszła, nie miałam ani ochoty ani siły by z nią rozmawiać, a znając życie zrobiła by się kłótnia.
Włożyłam Darcy do kojca i sama położyłam się do swojego wygodnego i ciepłego łóżka.
Malutka nie dawała mi zasnąć, non stop się budziła i płakała, około piątej nad ranem zaczęłam się niepokoić że coś z nią nie tak, obudziłam ciocię Lucy, ona zapewniła mnie że to normalne i że tak jest tylko na początku.
Przez kolejne dni również nie dawała mi spać, za dnia często prosiłam o pomoc ciocię.
Po tygodniu od przyjazdu ze szpitala spędzonym w domu ciocia poprosiła mnie abym poszła do sklepu po pampersy, pierwszy raz od powrotu do domu wyszła dalej niż za ogrodzenie.
Założyłam trampki i wyszłam, sklep był blisko, więc nie szłam długo.
Wzięłam pampersy z półki i poszłam do kasy po drodze natknęłam się na Charlie'go.
-O cześć Maggie.-Przytulił mnie.
-Miło cię widzieć.-Uśmiechnęłam się.
-Ciebie również, tak nagle zniknęłaś, bez uprzedzenia ani jakiegokolwiek wytłumaczenia.
-Coś ważnego mi wypadło.-Spuściłam wzrok, popatrzyłam na buty.
-Na tyle by opuścić chłopaka i przyjaciół?-Podniósł ton.
-Charlie, proszę cię.-Popatrzyłam mu w oczy.
-Okej, okej, przepraszam, poniosło mnie. A w zasadzie po co ci to?-Wskazał na mój zakup.
-A, y, no.-Zaczęłam się jąkać.-Rodzina przyjechała, a ciocia niedawno urodziła.
-Aaa.
-Muszę lecieć.
-Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy.
Ja tylko uśmiechnęłam się i poszłam do kasy.
W przedpokoju leżały walizki, obok nich położyłam pampersy i buty, weszłam do salonu, gdzie siedziała mama i ciocia Lucy.
-Ciociu jedziesz już?-Zapytałam.
-No niestety, czasu nie zatrzymam.-Wstała, zauważyłam że idzie z nosidełkiem z ubraną Darcy.
-O co tu chodzi?-Podniosłam głos.
-Kochanie, nie radzisz sobie, ciocia zabiera ją do siebie, do Londynu.-Mama podeszła do mnie, położyła mi rękę na ramieniu, lecz po chwili ja ją ściągnęłam.
-Mamo, ja dobrze wiem że nie jestem dobrą matką, ale jednak ją jestem i Darcy to moja córka, przecież się staram nie wszystko przychodzi łatwo, ale dopiero się uczę.-Mówiłam przez łzy.-Nie odbierajcie mi jej.-Błagałam zapłakana.
-Decyzja już podjęta.-Poszła do kuchni.
Podbiegłam do cioci.
-Maggie wszystko będzie dobrze, mamy plan, gdy teraz wyjdę od razu idź do pokoju Justina, tam są twoi bracia, oni wszystko ci wytłumaczą, a teraz musimy już lecieć, taksówka czeka.-Przytuliła mnie.
Przytuliłam mocno Darcy, na koniec pocałowałam ją w czoło i pozwoliłam jej odejść, co ze mnie za matka.
Byłam załamana, czułam straszną pustkę, dopiero po chwili przypomniałam sobie o czym mówiła ciocia i szybko pobiegłam do chłopaków. Siedzieli jakby nigdy nic.
-O wszystkim wiedzieliście?!-Zaczęłam z wyrzutami.-To moja córka, jak mogliście?!-Usiadłam na łóżku, chowając twarz w dłoniach.
-Mag spokojnie.-Usiadł koło mnie Joe i mnie przytulił.-Mamy plan, będziesz z Darcy.
-Ciekawe w jaki sposób.-Otarłam łzę.
-Pojedziesz do ciotki, adres masz w swoim pokoju, spakujesz się, z samego rana ma lot.
-Żartujesz?
-Lepiej idź się pakuj.
Przytuliłam każdego z osobna, szczęśliwa z entuzjazmem, poleciałam do siebie, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, wykąpałam się i szybko położyłam się spać.
Około czwartej nad ranem obudził mnie Justin. Ubrałam się i wzięłam walizkę.
Pod domem koło naszego van'a stała piątka moich braci.
-Dziękuję.-Uśmiechnęłam się.
-Chociaż to dla ciebie możemy zrobić.
Wpakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy.
Musiałam się z nimi pożegnać pod lotniskiem, musieli wracać do domu, żeby mama się nie zorientowała. Było ciężko, to jedyne osoby, które mnie wspierały, byli dla mnie ważni.
Odprawa trwała półtorej godziny, punktualnie samolot wyleciał o dziewiątej.
Po około ośmiu godzinach wylądowałam na lotnisku w Londynie.
Taksówka pojechała do adresu z kartki. Był to nie duży biały dom, z kolorowym ogródkiem, miał parter i pierwsze piętro.
Kierowca położył mi torbę przed furtką, przeszłam przez nią, zapukałam do białych, drewnianych drzwi.
*I jest trzeci, jestem z niego zadowolona, ale mogło być lepiej.
**dziękuję za 500 odwiedzin, jesteście wspaniali
***reakcje i komentarze dużo mi dają, więc zachęcam do dodawania i dziękuje za te już dodane.
****jakbyście chciały być powiadamiane o rozdziałach (pojawiły się już prośby) to w komentarzach napiszcie swoje nicki na twitter'ze
Do następnego
xoxo
*I jest trzeci, jestem z niego zadowolona, ale mogło być lepiej.
**dziękuję za 500 odwiedzin, jesteście wspaniali
***reakcje i komentarze dużo mi dają, więc zachęcam do dodawania i dziękuje za te już dodane.
****jakbyście chciały być powiadamiane o rozdziałach (pojawiły się już prośby) to w komentarzach napiszcie swoje nicki na twitter'ze
Do następnego
xoxo
środa, 16 maja 2012
02. "Nie życzę sobie takich uwag"
-Będziesz ją unikać przez cały czas ?-Oparł się o blat.
-Na razie tak.-Włożyłam talerze do zmywarki.
-Musisz być taka ?
-Jaka ? Hmm ? Niszczy mi życie, czuję się jak w więzieniu. -Łzy popłynęły mi po policzkach.-A jak się urodzi Darcy, albo mnie zostawi samą albo mi ją odbierze.
Luca nic nie powiedział tylko, po prostu mnie przytulił.
Wzięłam parę głębokich oddechów i wróciliśmy do jadalni, usiedliśmy przy stole.
-O witaj słoneczko. I jak ci się podoba pomysł z ciocią Lucy ?-Zapytała mama.
-Bardzo. W końcu będę mogła porozmawiać z jakąś kobietą, chłopcy nie gniewajcie się, ale potrzebuję damskiego towarzystwa.
-Ja już pójdę do siebie, mam mnóstwo pracy.-Mama wstała od stołu.
-Normalne.-Powiedział Justin.
-Nie życzę sobie takich uwag!-Krzyknęła i wyszła na górę.
-Mama jest po prostu zmęczona.-Próbowałam ratować sytuację.
Wyszliśmy do ogrodu siedzieliśmy tam do wieczora.
Około dwudziestej drugiej rozeszliśmy się do pokoi. Ja jako że miałam wspólną łazienkę z mamą i ciocią (przez remont) musiałam chwilę poczekać na swoją kolej. Około północy położyłam się do łóżka.
-Lena jak to będzie jak urodzisz Darcy ?-Zapytał Justin.
-Zależy od tego co masz na myśli.
-Chodzi mi o nasze stosunki.
-Będzie tak jak teraz, może będę miała trochę mniej czasu, ale dalej będę was kochać.
-Poczekaj chwile.-Justin wstał i wyszedł na korytarz zostawiając lekko uchylone drzwi.
Usłyszałam szepty paru osób, po chwili w progu ukazała się piątka moich braci, usiedli koło mnie, ledwo się zmieściliśmy.
Do szóstej rozmawialiśmy, lecz potem musieliśmy iść spać, bo przecież "Musisz być w każdej chwili wypoczęta"-powtarzali w kółko.
Dobrze, że była sobota i wszyscy mieli wolne, oprócz mamy oczywiście.
Około południa obudziły mnie bóle w krzyżu, czułam się kompletnie wyczerpana, jakby ktoś wyssał ze mnie całą energie.
Przy schodzeniu z łóżka zdążyłam obudzić braci, oczywiście marudzili ale mówi się trudno.
Zeszliśmy wspólnie do kuchni i zjedliśmy śniadanie, które wcześniej przygotowała nam ciocia, pozostawiła nam również kartkę, na której napisane było że wychodzi na miasto, a potem odwiedzić mamę, czyli moją babcię, obiecała że wróci za pięć dni.
Chłopcy odetchnęli z ulgą, ja w sumie też, ale chciałam spędzić z nią jak najwięcej czasu, bo potem dziecko i w ogóle.
Po śniadaniu, moi bracia wymyślili że popływają w basenie. Podczas gdy oni bawili się w basenie ja wypoczywałam na leżaku zaraz obok basenu.
Nagle oblali mnie wodą.
-Czy wyście poszaleli?-Wrzeszczałam wściekła i przede wszystkim cała mokra.
-No nie złość się.-Odezwał się Luca.
Wyglądałam okropnie jeszcze z dużym brzuchem i w piżamie.
-Idę się przebrać, bo jeszcze się oziębię, a jak potem będą jakieś problemy z Darcy to będzie wasza wina.-Pogroziłam palcem.
-Dobrze mamo.-Powiedział Joe, po czym się zaśmiali.
Odwróciłam się na pięcie i poszłam do pokoju Justina.
Ubrałam czarne trampki, krótkie jeansowe spodenki i specjalną ciążową, różową w kartę koszulę. Wysuszyłam włosy, związałam w koka, na oczy założyłam czarne ray ban'y.
Po powrocie ponownie usiadłam na leżaku, a chłopcy dalej pływali i bawili się jak mała dzieci.
W pewnym momencie poczułam że mi mokro, domyśliłam się co to mogło być.
-Ej, mokro mi.-Powiedziałam chwytając się za brzuch.
-Daj spokój siostra, przecież się wysuszyłaś.-Burknął Jason.
-Nie to mam na myśli.-Wywróciłam oczami.
-To o co ci chodzi?-Zapytał James.
-No wody mi odeszły gamoniu, no rodzę, ruszcie się.-Zaczęłam krzyczeć.
Chłopcy się ubrali, Luca pomógł mi się zabrać do auta, Joe kierował a reszta wspierała mnie w głębokim oddychaniu.
Po chwili byliśmy już w szpitalu, przy recepcji, odebrała mnie pielęgniarka, która zabrała mnie na wózku, na salę porodową.
Moi bracia zdecydowali się że Justin będzie ze mną na sali, ponieważ jest najprzystojniejszy i musi reprezentować naszą rodzinę, lecz na początku mogli być ze mną wszyscy.
Początki były trudne, a zwłaszcza że dowiedziałam się, że mamy nie będzie, bo miała ważne spotkanie.
-Oddychaj głęboko.-Powiedział Joe.
-No przecież oddycham, nie rób ze mnie durnia, zaraz umrę z bólu, a na dodatek dziecko nie chce wyjść. Luca zawołaj pielęgniarkę proszę.
Po chwili pojawił się w progu z pielęgniarką, stanęła obok mojego łóżka.
-Proszę o znieczulenie i to szybko.
-W tej chwili to nie możliwe.-Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
-Jak to nie? Czuję się strasznie.
-Przykro mi.-I wyszła.
Gdybym była w stanie podeszłabym do niej i ją kopnęła, albo uderzyła w twarz.
Rozpłakałam się, chłopcy próbowali coś zrobić, lecz nic nie wskórali.
Po trzech godzinach skurczy, które myślałam że ustaną a zrobiły się jeszcze mocniejsze, został już tylko Justin, lekarz i dwie pielęgniarki.
Skurcze się nasilały, czułam się coraz gorzej, to trwało całe wieki.
-No przyj.-Justin chyba czuł się gorzej niż ja, sądząc po jego minie.
-No, a przecież co robię?!-Wykrzyczałam, wbiłam mu paznokcie w dłoń, na co on tylko cicho jęknął pod nosem.
Gdy pielęgniarka trzymała już Darcy na rękach poczułam ulgę, ale nie do końca.
-Czemu ona nie płacze?-Zapytałam resztkami sił.
Nie usłyszałam odpowiedzi, podczas ciąży lekarz mówił, że mogą wystąpić powikłania, ale wszystko było okej.
Nie usłyszałam tego pierwszego płaczu, lecz po chwili malutka ryknęła płaczem.
Pielęgniarki wyszły umyć dziecko, obiecały że wrócą po chwili z moją córką.
Zostałam na sali z Justinem, byłam spocona, i wyczerpana, wszystko mnie bolało.
Wróciła jedna z pielęgniarek, Justin musiał wyjść. Nie mogłam się ruszyć, pielęgniarka pomogła mi się obmyć, uczesała mi włosy w wysokiego koka i pomogła się przebrać, i ponownie położyła mnie do łóżka.
Cały poród łącznie z tymi mocniejszymi skurczami trwał około czternaście godzin, nigdy nie czułam się gorzej, po chwili miałam już ją w rękach i poczułam się lepiej.
Była śliczna, koloru tęczówek jeszcze nie znałam, ponieważ miała zamknięte oczka, włosy posiadała ciemne brązowe.
Po jakimś czasie chłopcy mogli już wejść. Cieszyłam się że są ze mną, lecz dalej bolało mnie wszystko. Lekarz oznajmił, że zostawią mnie w szpitalu na około pięć dni, bo wszystko wyglądało dobrze. Pora odwiedzić się skończyła, chłopcy wrócili do domu.
*No i jest drugi.
**Dziękuję za czterech członków, ponad trzysta odwiedzin i za reakcje oraz komentarze.
***Zapraszam wszystkich pozostałych do komentowania i dawania reakcji.
****Jak widzicie ten jest trochę dłuższy i myślę że takie będą i dodawać będę pewnie co tydzień, albo krócej, zależy od weny i czasu.
*****Follow me on twitter : @AliceLuberda
-Na razie tak.-Włożyłam talerze do zmywarki.
-Musisz być taka ?
-Jaka ? Hmm ? Niszczy mi życie, czuję się jak w więzieniu. -Łzy popłynęły mi po policzkach.-A jak się urodzi Darcy, albo mnie zostawi samą albo mi ją odbierze.
Luca nic nie powiedział tylko, po prostu mnie przytulił.
Wzięłam parę głębokich oddechów i wróciliśmy do jadalni, usiedliśmy przy stole.
-O witaj słoneczko. I jak ci się podoba pomysł z ciocią Lucy ?-Zapytała mama.
-Bardzo. W końcu będę mogła porozmawiać z jakąś kobietą, chłopcy nie gniewajcie się, ale potrzebuję damskiego towarzystwa.
-Ja już pójdę do siebie, mam mnóstwo pracy.-Mama wstała od stołu.
-Normalne.-Powiedział Justin.
-Nie życzę sobie takich uwag!-Krzyknęła i wyszła na górę.
-Mama jest po prostu zmęczona.-Próbowałam ratować sytuację.
Wyszliśmy do ogrodu siedzieliśmy tam do wieczora.
Około dwudziestej drugiej rozeszliśmy się do pokoi. Ja jako że miałam wspólną łazienkę z mamą i ciocią (przez remont) musiałam chwilę poczekać na swoją kolej. Około północy położyłam się do łóżka.
-Lena jak to będzie jak urodzisz Darcy ?-Zapytał Justin.
-Zależy od tego co masz na myśli.
-Chodzi mi o nasze stosunki.
-Będzie tak jak teraz, może będę miała trochę mniej czasu, ale dalej będę was kochać.
-Poczekaj chwile.-Justin wstał i wyszedł na korytarz zostawiając lekko uchylone drzwi.
Usłyszałam szepty paru osób, po chwili w progu ukazała się piątka moich braci, usiedli koło mnie, ledwo się zmieściliśmy.
Do szóstej rozmawialiśmy, lecz potem musieliśmy iść spać, bo przecież "Musisz być w każdej chwili wypoczęta"-powtarzali w kółko.
Dobrze, że była sobota i wszyscy mieli wolne, oprócz mamy oczywiście.
Około południa obudziły mnie bóle w krzyżu, czułam się kompletnie wyczerpana, jakby ktoś wyssał ze mnie całą energie.
Przy schodzeniu z łóżka zdążyłam obudzić braci, oczywiście marudzili ale mówi się trudno.
Zeszliśmy wspólnie do kuchni i zjedliśmy śniadanie, które wcześniej przygotowała nam ciocia, pozostawiła nam również kartkę, na której napisane było że wychodzi na miasto, a potem odwiedzić mamę, czyli moją babcię, obiecała że wróci za pięć dni.
Chłopcy odetchnęli z ulgą, ja w sumie też, ale chciałam spędzić z nią jak najwięcej czasu, bo potem dziecko i w ogóle.
Po śniadaniu, moi bracia wymyślili że popływają w basenie. Podczas gdy oni bawili się w basenie ja wypoczywałam na leżaku zaraz obok basenu.
Nagle oblali mnie wodą.
-Czy wyście poszaleli?-Wrzeszczałam wściekła i przede wszystkim cała mokra.
-No nie złość się.-Odezwał się Luca.
Wyglądałam okropnie jeszcze z dużym brzuchem i w piżamie.
-Idę się przebrać, bo jeszcze się oziębię, a jak potem będą jakieś problemy z Darcy to będzie wasza wina.-Pogroziłam palcem.
-Dobrze mamo.-Powiedział Joe, po czym się zaśmiali.
Odwróciłam się na pięcie i poszłam do pokoju Justina.
Ubrałam czarne trampki, krótkie jeansowe spodenki i specjalną ciążową, różową w kartę koszulę. Wysuszyłam włosy, związałam w koka, na oczy założyłam czarne ray ban'y.
Po powrocie ponownie usiadłam na leżaku, a chłopcy dalej pływali i bawili się jak mała dzieci.
W pewnym momencie poczułam że mi mokro, domyśliłam się co to mogło być.
-Ej, mokro mi.-Powiedziałam chwytając się za brzuch.
-Daj spokój siostra, przecież się wysuszyłaś.-Burknął Jason.
-Nie to mam na myśli.-Wywróciłam oczami.
-To o co ci chodzi?-Zapytał James.
-No wody mi odeszły gamoniu, no rodzę, ruszcie się.-Zaczęłam krzyczeć.
Chłopcy się ubrali, Luca pomógł mi się zabrać do auta, Joe kierował a reszta wspierała mnie w głębokim oddychaniu.
Po chwili byliśmy już w szpitalu, przy recepcji, odebrała mnie pielęgniarka, która zabrała mnie na wózku, na salę porodową.
Moi bracia zdecydowali się że Justin będzie ze mną na sali, ponieważ jest najprzystojniejszy i musi reprezentować naszą rodzinę, lecz na początku mogli być ze mną wszyscy.
Początki były trudne, a zwłaszcza że dowiedziałam się, że mamy nie będzie, bo miała ważne spotkanie.
-Oddychaj głęboko.-Powiedział Joe.
-No przecież oddycham, nie rób ze mnie durnia, zaraz umrę z bólu, a na dodatek dziecko nie chce wyjść. Luca zawołaj pielęgniarkę proszę.
Po chwili pojawił się w progu z pielęgniarką, stanęła obok mojego łóżka.
-Proszę o znieczulenie i to szybko.
-W tej chwili to nie możliwe.-Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
-Jak to nie? Czuję się strasznie.
-Przykro mi.-I wyszła.
Gdybym była w stanie podeszłabym do niej i ją kopnęła, albo uderzyła w twarz.
Rozpłakałam się, chłopcy próbowali coś zrobić, lecz nic nie wskórali.
Po trzech godzinach skurczy, które myślałam że ustaną a zrobiły się jeszcze mocniejsze, został już tylko Justin, lekarz i dwie pielęgniarki.
Skurcze się nasilały, czułam się coraz gorzej, to trwało całe wieki.
-No przyj.-Justin chyba czuł się gorzej niż ja, sądząc po jego minie.
-No, a przecież co robię?!-Wykrzyczałam, wbiłam mu paznokcie w dłoń, na co on tylko cicho jęknął pod nosem.
Gdy pielęgniarka trzymała już Darcy na rękach poczułam ulgę, ale nie do końca.
-Czemu ona nie płacze?-Zapytałam resztkami sił.
Nie usłyszałam odpowiedzi, podczas ciąży lekarz mówił, że mogą wystąpić powikłania, ale wszystko było okej.
Nie usłyszałam tego pierwszego płaczu, lecz po chwili malutka ryknęła płaczem.
Pielęgniarki wyszły umyć dziecko, obiecały że wrócą po chwili z moją córką.
Zostałam na sali z Justinem, byłam spocona, i wyczerpana, wszystko mnie bolało.
Wróciła jedna z pielęgniarek, Justin musiał wyjść. Nie mogłam się ruszyć, pielęgniarka pomogła mi się obmyć, uczesała mi włosy w wysokiego koka i pomogła się przebrać, i ponownie położyła mnie do łóżka.
Cały poród łącznie z tymi mocniejszymi skurczami trwał około czternaście godzin, nigdy nie czułam się gorzej, po chwili miałam już ją w rękach i poczułam się lepiej.
Była śliczna, koloru tęczówek jeszcze nie znałam, ponieważ miała zamknięte oczka, włosy posiadała ciemne brązowe.
Po jakimś czasie chłopcy mogli już wejść. Cieszyłam się że są ze mną, lecz dalej bolało mnie wszystko. Lekarz oznajmił, że zostawią mnie w szpitalu na około pięć dni, bo wszystko wyglądało dobrze. Pora odwiedzić się skończyła, chłopcy wrócili do domu.
*No i jest drugi.
**Dziękuję za czterech członków, ponad trzysta odwiedzin i za reakcje oraz komentarze.
***Zapraszam wszystkich pozostałych do komentowania i dawania reakcji.
****Jak widzicie ten jest trochę dłuższy i myślę że takie będą i dodawać będę pewnie co tydzień, albo krócej, zależy od weny i czasu.
*****Follow me on twitter : @AliceLuberda
piątek, 11 maja 2012
01. "Mama twierdzi że nie dasz sobie rady".
Przebudziłam się z samego rana, Luca, James i Justin poszli do szkoły, a Joe do pracy. Jedynie Jason siedział w kuchni i jadł śniadanie.
-Jak się dziś czujesz ?-Zapytał.
-Nie udawaj że się o mnie troszczysz. -Zaśmiałam się i nałożyłam sobie płatków z mlekiem.
-Masz termin za tydzień, to nie jest śmieszne.
-No już dobra, czuję się wypoczęta i szczęśliwa. -Usiadłam koło brata.
-Muszę iść na zakupy.
-I znowu nie mogę iść ?-Marudziłam.
-Sama wiesz jakie są zasady.
-Kup mi coś i wracaj szybko, bo sama w tym domu oszaleje.
Ten tylko się uśmiechnął i wyszedł z domu.
Usiadłam w ogrodzie, który miał wysoki żywopłot, więc nikt nie mógł mnie zobaczyć, to więzienie mnie było absurdalne, ale robiłam to tylko dla mojej córeczki Darcy, która była dla mnie wszystkim. Byłam wymęczona całą ciążą, ale nie mogłam doczekać się, aż ją zobaczę.
Pozostał dzień do końca roku szkolnego, ja zajęcia skończyłam już dwa trzy dni wcześniej.
Usłyszałam dzwonek do drzwi, ciężko wstałam i podążyłam do drzwi.
W progu stała ciocia Lucy, którą bardzo lubiłam.
-Maggie to ty ? Jak wyrosłaś. -Mocno ją przytuliłam.
Pomogłam jej wnieść tylko torbę podręczną zważając na mój stan.
Zrobiłam jej kawy i usiadłyśmy w kuchni.
-Dawno was nie widziałam, bardzo się tu zmieniło i ty też. Ciąża ci sprzyja. -Uśmiechnęła się.
-Dziękuję, może się to wydać nie grzeczne, ale ja nic nie mam do tego że ciocia przyjechała. Co cię tu sprowadza ?
-Mama ci nic nie mówiła na ten temat ?-Zdziwiła się.
-Nie.-Pokręciłam głową.
-Mam ci pomóc.
-Jak to ?
-Mama twierdzi że nie dasz sobie rady, mimo że ja w ciebie wierzę to chce ci tylko pomóc, stęskniłam się za wami.
-Mama zawsze robi wszystko za moimi plecami.-Wywróciłam teatralnie oczami.
-Nie martw się. A gdzie chłopcy ?
-Joe w pracy wróci niedługo, Jason na zakupach, będzie za moment, a reszta w szkole przyjadą za godzinę.
Postanowiłam cioci pokazać pokój, w którym miała zamieszkać na czas bliżej nieokreślony, na pierwszym piętrze trzy pokoje były zajęte, przeze mnie Justina i Jasona, piętro wyżej mama, Luca i Joe, na samej górze James i dwa pokoje gościnne, ja chwilowo mieszkałam u Justina, mój pokój był remontowany, chciałam go powiększyć, zmienić kolor ścian, nowe meble, i główny powód - rzeczy dla dziecka. Brakowało mi trochę swojej prywatności, ale nie pozwolili mi zamieszkać na górze, nie mogłam podobno się tyle przemęczać, a dałabym sobie rady.
Ciocia ucieszyła się ze swojego nowego lokum, podczas gdy ona rozpakowywała swoje rzeczy ja zeszłam ja dół.
-Byłaś na górze ?-Odezwał się Jason.
-Ciocia Lucy przyjechała, pokazałam jej pokój.
-Jak to ? Ta Lucy ? No chyba żartujesz.
-Nie przesadzaj, jest tylko trochę nadopiekuńcza.
-Troszkę... Na ile tu zostaję ?
-Sama nie wiem, mama wszystko wymyśliła, ja nic nie wiedziałam.
-Zawołaj ciocię, Justin, Luca i James są w jadalni, zaraz przyniosę jedzenie.
Zawołałam ciocię, podczas gdy jedliśmy ciocia obcałowała wszystkich po kolei.
W między czasie doszedł Joe. Oczywiście nie obyło się bez tematu mojej ciąży, chłopacy ekscytowali się że będą wujkami, a ciocia tym że będzie mogła opiekować się malutką Darcy.
Miłą atmosferę przerwała mama. Pozbierałam talerze i poszłam z nimi do kuchni, Luca poszedł za mną.
-Jak się dziś czujesz ?-Zapytał.
-Nie udawaj że się o mnie troszczysz. -Zaśmiałam się i nałożyłam sobie płatków z mlekiem.
-Masz termin za tydzień, to nie jest śmieszne.
-No już dobra, czuję się wypoczęta i szczęśliwa. -Usiadłam koło brata.
-Muszę iść na zakupy.
-I znowu nie mogę iść ?-Marudziłam.
-Sama wiesz jakie są zasady.
-Kup mi coś i wracaj szybko, bo sama w tym domu oszaleje.
Ten tylko się uśmiechnął i wyszedł z domu.
Usiadłam w ogrodzie, który miał wysoki żywopłot, więc nikt nie mógł mnie zobaczyć, to więzienie mnie było absurdalne, ale robiłam to tylko dla mojej córeczki Darcy, która była dla mnie wszystkim. Byłam wymęczona całą ciążą, ale nie mogłam doczekać się, aż ją zobaczę.
Pozostał dzień do końca roku szkolnego, ja zajęcia skończyłam już dwa trzy dni wcześniej.
Usłyszałam dzwonek do drzwi, ciężko wstałam i podążyłam do drzwi.
W progu stała ciocia Lucy, którą bardzo lubiłam.
-Maggie to ty ? Jak wyrosłaś. -Mocno ją przytuliłam.
Pomogłam jej wnieść tylko torbę podręczną zważając na mój stan.
Zrobiłam jej kawy i usiadłyśmy w kuchni.
-Dawno was nie widziałam, bardzo się tu zmieniło i ty też. Ciąża ci sprzyja. -Uśmiechnęła się.
-Dziękuję, może się to wydać nie grzeczne, ale ja nic nie mam do tego że ciocia przyjechała. Co cię tu sprowadza ?
-Mama ci nic nie mówiła na ten temat ?-Zdziwiła się.
-Nie.-Pokręciłam głową.
-Mam ci pomóc.
-Jak to ?
-Mama twierdzi że nie dasz sobie rady, mimo że ja w ciebie wierzę to chce ci tylko pomóc, stęskniłam się za wami.
-Mama zawsze robi wszystko za moimi plecami.-Wywróciłam teatralnie oczami.
-Nie martw się. A gdzie chłopcy ?
-Joe w pracy wróci niedługo, Jason na zakupach, będzie za moment, a reszta w szkole przyjadą za godzinę.
Postanowiłam cioci pokazać pokój, w którym miała zamieszkać na czas bliżej nieokreślony, na pierwszym piętrze trzy pokoje były zajęte, przeze mnie Justina i Jasona, piętro wyżej mama, Luca i Joe, na samej górze James i dwa pokoje gościnne, ja chwilowo mieszkałam u Justina, mój pokój był remontowany, chciałam go powiększyć, zmienić kolor ścian, nowe meble, i główny powód - rzeczy dla dziecka. Brakowało mi trochę swojej prywatności, ale nie pozwolili mi zamieszkać na górze, nie mogłam podobno się tyle przemęczać, a dałabym sobie rady.
Ciocia ucieszyła się ze swojego nowego lokum, podczas gdy ona rozpakowywała swoje rzeczy ja zeszłam ja dół.
-Byłaś na górze ?-Odezwał się Jason.
-Ciocia Lucy przyjechała, pokazałam jej pokój.
-Jak to ? Ta Lucy ? No chyba żartujesz.
-Nie przesadzaj, jest tylko trochę nadopiekuńcza.
-Troszkę... Na ile tu zostaję ?
-Sama nie wiem, mama wszystko wymyśliła, ja nic nie wiedziałam.
-Zawołaj ciocię, Justin, Luca i James są w jadalni, zaraz przyniosę jedzenie.
Zawołałam ciocię, podczas gdy jedliśmy ciocia obcałowała wszystkich po kolei.
W między czasie doszedł Joe. Oczywiście nie obyło się bez tematu mojej ciąży, chłopacy ekscytowali się że będą wujkami, a ciocia tym że będzie mogła opiekować się malutką Darcy.
Miłą atmosferę przerwała mama. Pozbierałam talerze i poszłam z nimi do kuchni, Luca poszedł za mną.
poniedziałek, 7 maja 2012
Prolog
Czy było mi łatwo ? Oj nie.
Siedemnaście lat to coś najlepszego co mogło się przytrafić, ale to wszystko przepadło.
Zaszłam w ciążę przypadkiem, ojcem jest mój były chłopak, lecz o nie wie że to jego dziecko, nawet nie wie że byłam w ciąży.
Piątka braci to nawet nie jest takie złe rozwiązanie, największy plus jestem najmłodsza. Luca i James mają po osiemnaście, ale nie są są bliźniakami, dziewiętnastoletni Justin jest najbardziej do mnie przywiązany, a ja do niego. Jason, który ma dwadzieścia został moją nianią. No i najstarszy pracujący Joe.
Nie zapowiada się na to żeby mieli się wyprowadzić i mi z tym dobrze.
Ojciec umarł, tuż po tym jak się urodziłam, miał atak serca, nie wiadomo z jakiego powodu, nie zdążyli do szpitala i zmarł w karetce.
Mama to biznes woman, sama nie wiem nawet czym się zajmuję, ma karierę, pieniądze i reputację, którą ja mogłam popsuć.
Byłam bardzo popularna i lubiana, kapitanka cheerleader'ek. A mój chłopak Charlie grał w drużynie futbolowej.Tak, tak historia niczym z bajki, lecz to wszystko prysło gdy dowiedziałam się o ciąży.
Zerwałam z Charliem i urwałam z nim kontakt.
Odeszłam z drużyny, moja popularność spadła, na końcu trzeciego miesiąca kiedy już było widać lekki brzuszek opuściłam szkołę, miałam douczanie w domu.
Tylko bracia mnie wspierali, na matce nie miałam co polegać, było jej wszystko jedno, byle by jej nie przeszkadzało w karierze.
Przyjaciółki odwróciły się ode mnie, w sumie ja od nich, urwałam z nimi kontakt, a żadna nie zadzwoniła.
Praktycznie nie mogłam wychodzić żeby nikt mnie nie widział z brzuchem "Co by ludzie powiedzieli ?"-wciąż powtarzała mama.
Ciąża nie była dla mnie dobrym czasem, miewałam problemy z powodu tego że mój organizm nie wystarczająco się przygotował, częste bóle kręgosłupa doprowadzały mnie do rozpaczy. Z Jasonem gdy zrobiło się cieplej całe dnie spędzaliśmy w ogrodzie, wchodziło to w rutynę.
Mój pokój został remontowany, ja zostałam eksmitowana do Justina, odstąpił mi łóżka, a sam sypiał na materacu, pokoje na samym górze były wolne, lecz on nie chciał zostawiać mnie samej, a ja z powodu mojego stanu nie mogłam wychodzić często po schodach.
Chłopcy wyręczali mnie praktycznie we wszystkim, z mamą nawet nie miałam okazji porozmawiać, gdy jej potrzebowałam nie miała czasu.
Tak więc mimo pomocy było trudno.
Moje życie w Chicago było skończone...
*Tak więc jest już prolog.
**widzę że mam już członka jednego, jest mi bardzo miło i zachęcam reszte : )
***dziękuję wszystkim dającym reakcje i komentarze, bardzo dużo to dla mnie znaczy.
****Follow me on Twitter : @AliceLuberda
xoxo
piątek, 4 maja 2012
Bohaterowie
![]() | |
| Maggie McCanzie. |
Ma 17 lat, mieszka w Chicago z mamą i piątką braci. Jest zadziorna i wygadana, stara się być miła, z mamą jest pokłócona od paru lat, lecz nie zapowiada się na rozejm pomiędzy matką i córką. Kocha przyrodę i czas spędzony z braćmi.
Harry Styles.
Ma 18 lat. Teraz mieszka razem ze swoim zespołem w Londynie. Kocha śpiewać i tańczyć, z czwórką przyjaciół mają dłuższą przerwę w koncertach, wywiadach, sesjach i nagrywaniu nowej płyty.
Taylor Styles.
Ma 17 lat. Mieszka z rodzicami w Londynie, często widuję się ze swoim kuzynem Harry'm Styles'em. Jest szalona i nieprzewidywalna. Uwielbia spędzać czas na świeżym powietrzu. Ma obsesje na zdrowym odżywianiu.
Luca McCanzie.
Ma 18 lat. Jest bratem Maggie i mieszka z nią razem w Chicago.
James McCanzie.
Ma 18 lat. Jest bratem Maggie, mimo że jest z tego samego roku co Luca, nie są bliźniakami .
Justin McCanzie.
Ma 19 lat. Również jest bratem Maggie, i pozostałych czwórki braci, on jest najbardziej zżyty z Mag.
Jason McCanzie.
Ma 20 lat, jest prawie najstarszy z rodzeństwa, jednak przed nim jest jeszcze Joe, lecz on musi opiekować się Maggie, ponieważ nie pracuję, skończył szkołę, lecz nie poszedł na studia.
Joe McCanzie.
Ma 20 lat. Najstarszy z rodzeństwa, to on przejął opiekę się swoim rodzeństwem, ponieważ ich ojciec nie żyję, pracuję jako nauczyciel historii w szkole podstawowej.
Louis Tomlinson.
Ma 20 lat. Najlepszy przyjaciel Harrego, jest w zespole One Direction.
Niall Horan.
Ma 19 lat. Również należy to najsłynniejszego brytyjskiego zespołu.
Liam Payne.
Ma 19 lat. To Louis jest najstarszy, lecz to Liam zachowuje się jak "tata", zobowiązał się do opieki nad całym zespołem.
Zayn Malik.
Ma 19 lat. Też jest członkiem zespołu One Direction.
Tak więc witam was, jak widzicie ten blog będzie prowadzony o zespole One Direction, reszty dowiecie się w trakcie, nie dałam tu wszystkich postaci, ponieważ nie są tak ważne, bądź pojawią się potem.
Zapraszam to czytania : )
Follow me on twitter : @AliceLuberda
xoxo
Tak więc witam was, jak widzicie ten blog będzie prowadzony o zespole One Direction, reszty dowiecie się w trakcie, nie dałam tu wszystkich postaci, ponieważ nie są tak ważne, bądź pojawią się potem.
Zapraszam to czytania : )
Follow me on twitter : @AliceLuberda
xoxo
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)











